wtorek, 28 czerwca 2011

MIFF czyli Australijskie spotkania z filmem

Ciekawy short, promujący tegoroczny Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Melbourne, został niedawno wypuszczony do sieci. Ciekawy, bo zawierający bardzo polski akcent odnoszący się do rodzimego kina, ale też do kina w ogóle.

Akcja filmu, który "jest zbyt nudny by dostać się na festiwal filmowy" rozgrywa się na nieokreślonym pustkowiu gdzie dwóch kolegów, przy obieraniu ziemniaków, dywaguje nad tym, jak pobudzić odbiorcę, by tylko wślizgnąć się do konkursu. Nieco dziwne prawa? Ale jak pozytywnie! Jest motyw seksualny, pojawia się motyw zbrodni, jest intryga i znany aktor (który? O tym proszę się już samemu dowiedzieć), czy do bestsellera trzeba czegoś więcej?

Bez zbędnych słów, zapraszam do oglądania.



MIFF czyli Melbourne International Film Festival, obchodzi w tym roku swoją 60 rocznicę. Od przeszło pół wieku jest więc największą imprezą filmową rozgrywającą się na australijskim kontynencie. Można na niej, jak twierdzą organizatorzy, zobaczyć najbardziej interesujące produkcje rodzime ale też przegląd obrazów z ponad 50 krajów.

Szczegółów festiwalu można dowiedzieć się pod adresem:  http://miff.com.au

Podziękowanie dla Konrada, za zwrócenie uwagi na tą imprezę.

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Koncert Florence + the Machine w internecie

Jeszcze tylko do jutra na stronie NPR Music można zupełnie za darmo obejrzeć zeszłoroczny koncert Florence + the Machine z Wiltern Theatre. Koncert został zarejestrowany w listopadzie w Los Angeles. Nie pozostaje mi nic innego jak zwyczajne zaprosić do oglądania.



W razie problemów z odtwarzaniem należy kliknąć na łącze More on NPR.org

piątek, 17 czerwca 2011

Nagrody dla polskich filmów animowanych w Annecy.

Świteź, Kamila Polaka otrzymało nagrodę za debiut. Paths of Hate, podobnie jak Maska, z wyróżnieniem. Zakończył się międzynarodowy festiwal filmów animowanych we francuskim Annecy.

120 tysięcy sprzedanych biletów, nieco ponad pół tysiąca wyświetlonych filmów, i prawie połowa z nich w szrankach o tytuły najlepszych produkcji. Tak w liczbach można scharakteryzować to, odbywające się od lat 60 ubiegłego wieku, spotkanie fanów animacji z całego świata.

Na Świteź czekam ze szczególnym uwielbieniem po zapoznaniu się z elektryzującym zwiastunem, który można znaleźć poniżej. Film jest adaptacją legendy o pięknym mieście, którego mieszkańcy stanęli przed groźbą najazdu obcych wojsk. Według opowieści, wobec nadchodzącej tragedii wydarzył się cud i miasto zostało pochłonięte przez fale wody, z której później powstało jezioro.



Z kolei Damian Nenow otrzymał wyróżnienie za swoją 10 minutową opowieść o demonach ludzkiej natury, umiejscowioną za sterami myśliwca z okresu drugiej wojny światowej. Świetna oprawa graficzna, kojarząca się jednoznacznie z komiksami. Również gorąco wyczekiwana.



Nieco odrębną kategorię stanowi polska produkcja z niekoniecznie polsko brzmiącymi nazwiskami (Timothy Quay, Stephen Quay). Niemniej wyróżnienie za muzykę otrzymała również animacja Maska, wypuszczona spod skrzydeł SE-MA-FORu.

niedziela, 12 czerwca 2011

Kamil Bazydło: Scream for me Warszawa! - Sonisphere Festival 2011

Warszawskie Lotnisko Bemowo w ostatni piątek gościło największe gwiazdy metalu w ramach Sonisphere Festival. Drugi rok z rzędu ten objazdowy festiwal otworzył się nad Wisłą, co jest jednym małym krokiem naprzód dla aspirującego do tytułu europejskiej stolicy kultury 2016 tego raczej mało imprezowego miasta.


Na trzech scenach można było posłuchać trochę rodzimych kapel jak Corruption, Made of Hate czy Hunter. Przez cały dzień na zmianę publiczność rozgrzewali zagraniczni goście z Killing Joke, Volbeat jak i ominiętego przeze mnie projektu Devina Townsenda. Dopiero amerykański Mastodon wzbudził trochę mojej ciekawości, a dość pokaźna grupka polskich fanów dała o sobie znać podczas ich występu.

Tuż przed największą atrakcją wieczoru Motorhead dał popis typowego dla siebie grania. Zamknęli swój godzinny występ dwoma hitami, oczywiście w postaci "Ace of Spades" i "Overkill". Lemmy pożegnał się z fanami sztandarowym "we are Motorhead and we play rock n' fucking roll".

Naturalnie Warszawa tłumnie zgromadziła się jednak przede wszystkim na jeden zespół. Brytyjscy giganci heavy metalu Iron Maiden uczynili z Sonisphere kolejny przystanek na swojej trasie The Final Frontier World Tour. Po takim zespole można zawsze spodziewać się wspaniale oprawionego show wypełnionego po brzegi niesamowicie brzmiącą muzyką. Chłopaki z Żelaznej Dziewicy dali swoim fanom dokładnie to.


Na potrzeby intro, "Mars" Gustava Holta z zeszłorocznej części trasy zastąpiono oryginalnym utworem Maiden "Satellite 15... The Final Frontier", który przy okazji także otwiera ostatni album studyjny. Po dość nieortodyksyjnym muzycznie wstępie, puszczonym do odpowiednio kosmicznej animacji, zespół w końcu pojawił się na scenie i uderzył właściwą częścią piosenki. Publiczność zwariowała. Nie odpuszczając nawet na sekundę poszli za ciosem z energicznym singlem "El Dorado". Zaraz potem pojawiło się coś dla starszych fanów czyli klasyczny "2 Minutes to Midnight". Szybko powrócili do najnowszego materiału galopującym "The Talisman". To był szczególnie interesujący fragment koncertu. Z pewnością duża część publiczności mogła w ogóle słyszeć ten kawałek po raz pierwszy, a już na pewno pierwszy raz grany na żywo. Mimo to pozytywnym zaskoczeniem było spontaniczne nucenie fanów w spokojniejszych partiach utworu. Coś czego zabrakło tydzień wcześniej na koncercie w Berlinie. Po krótkiej gadce Bruce'a weszło "Coming Home", utwór którego przyjemnie słucha się na płycie, ale jest nieporównywalnie bardziej elektryzujący na żywo, szczególnie w bezbłędnym piątkowym wykonaniu.


Jak zawsze każdej piosence towarzyszyły zmiany dekoracji. O ile konstrukcje posępnej stacji kosmicznej były motywem przewodnim całej imprezy, to wielkie tło sceny dynamicznie dostosowywano do utworu. Gdy pojawiła się grafika z Eddiem w jego wcieleniu mrocznego żniwiarza, nie było wątpliwości co zaraz usłyszymy. Nastrojowy monolog i piękne akustyczne gitary wprowadziły publikę w "Dance of Death". Co z tego, że lepszym wyborem byłoby kilka razy alternatywnie zagrane na trasie 2010 "Paschendale". I tak nie mogło się nie podobać. Po tym dość długim kawałku Bruce przywdział charakterystyczny czerwony mundur i z brytyjską flagą w rękach był gotów stawić czoła polskiej publiczności. Maiden zaatakowało szlagierowym "The Trooper". Gdy kilkadziesiąt tysięcy ludzi wykrzyczało wraz z wokalistą "You'll take my life but I'll take yours too!", nawet najtwardziej śpiący mieszkańcy okolicy musieli podskoczyć w swoich łóżkach. Pot polał się po czołach, a nie jesteśmy nawet w połowie koncertu.

Światła reflektorów skierowały się na Adriana Smitha, który znakomitym ostrym riffem zaczął dawać czadu w "The Wicker Man", pochodzącego z płyty "Brave New World" będącej triumfalnym powrotem tego gitarzysty do zespołu. Z tego samego krążka wykonali następnie "Blood Brothers", a Bruce jak zawsze przed tą piosenką wyraził związanie z fanami podkreślając, że są częścią rodziny Iron Maiden. Na dziesiąty w kolejności utwór wielu czekało z niecierpliwością i muszę przyznać, że dla mnie był to najważniejszy punkt koncertu. Legendarny zespół zamknął granie materiału z ostatniej płyty jedenastominutowym arcydziełem "When The Wild Wind Blows". Publiczność wkręciła się w nucenie i machanie rękami, ze znajomością tekstu było już trochę słabiej. Być może po prostu nie dosłuchali albumu do końca(sic!), jako że (przynajmniej w moim rejonie) tylko kilka osób naprawdę zatraciło się w istnej ekstazie, w jaką wprowadza każdy pojedynczy dźwięk tego epickiego utworu. Jedyne co mogłoby jeszcze bardziej ulepszyć oprawę występu to pirotechnika. Moment około połowy czwartej minuty aż prosi się o ładną sekwencję wybuchów. Skoro dało się to zrobić trzy lata temu na "The Rime of The Ancient Mariner" z (dosłownie) piorunującym efektem, to czemu z tego rezygnować?

Emocje po "When The Wild..." jeszcze nie zdążyły opaść, a już słychać było "The Evil That Men Do", jedyną piosenkę z "Seventh Son...". Na scenie pojawił się kosmiczny Eddie we własnej osobie. Dał radę poprzeszkadzać trochę Janickowi Gersowi (wyjątkowo nienawidzi tego gitarzysty) i zagrać swoją upiorną solówkę na gitarze. Nie mogło zabraknąć idealnego na koncerty "Fear of the Dark", utwór równie dobrze ograny przez zespół jak i przez publiczność. Wszystkie "wo...oo..o...ooo..wo...oo...o...oo..o" oklaski, gwizdy i co tam jeszcze, nie mogły u nas nie zdać egzaminu. Ostatni utwór to już tradycyjnie "Iron Maiden" z olbrzymim, imponującym Eddiem wyłaniającym się zza sceny. Jak ten Nicko się nie bał siedząc za swoją perkusją tak blisko tej maszkary?


Bis taki sam jak zawsze. "The Number of the Beast", genialne "Hallowed Be Thy Name" i szybkie, rozrywkowe "Running Free". W drugiej zwrotce tego ostatniego Bruce zrobił mały ukłon do fanów zmieniając tekst na "Spent the night in some Warsaw jail...".

Festiwal zdecydowanie zdominowany przez występ Dziewicy. Już przy zwiastującym rozpoczęcie koncertu "Doctor, Doctor" można było zapomnieć o wszystkim co działo się do tej pory. Z możliwą trasą best of na horyzoncie przyszłego roku, pozostaje mieć nadzieję na powtórkę z rozrywki. Wszyscy zainteresowani nie mogą także zapominać, że zarówno trasa festiwali Sonisphere, jak i już samego Maiden są wciąż dalekie od zakończenia.

Up The Irons!

wtorek, 7 czerwca 2011

Battlefield3 i MW3 na Electronic Entertainment Expo

Najnowszy materiał z Battlefield 3 wizualnie wygrywa ze wszystkim. Elektronicy pokazali tym razem, jak się robi prawdziwą grę akcji.

Activision będzie miało nie lada orzech do zgryzienia sądząc po materiałach , które z okazji E3 ujawniło EA na konferencji poświęconej trzeciej odsłonie Battlefielda. Karl Magnus Troedsson, manager Dice (studia odpowiedzialnego za powstanie gry), zapowiedział i pokazał w działaniu kilka najważniejszych informacji związanych ze wspomnianym tytułem.

Pierwszą i chyba najbardziej wyczekiwaną, jest data premiery ustalona na 25 października tego roku! Na konferencji wypłynęły trzy filmy. Pierwszy to krótka prezentacja możliwości silnika takich jak animacja, dźwięk, grafika; drugi to gameplay z misji Thunder Run; trzeci dotyczy długo wyczekiwanego przez wszystkich multiplayera. Bez zbędnego komentarza, poniżej znajdziecie to co zostało pokazane podczas targów.







Na deser informacja o tym, że już we wrześniu rusza beta.

Activision nie pozostaje dłużne i również zaprezentowało spory kawałek z, mającego premierę w listopadzie, Modern Warfare 3. Można porównać oba gameplaye chociaż odbywają się w skrajnie różnych środowiskach a na domiar złego materiał z MW3 jest gorszej jakości. Całość poniżej.



Ogólne wrażenie jakie zrobiły na mnie obydwa tytuły jest bardzo pozytywne, chociaż w przypadku MW3 coś szepcze mi do ucha - gdzieś to już widziałem. ;)

sobota, 4 czerwca 2011

Battlefield 3 na E3

Na zbliżających się wielkimi krokami targach E3 w Los Angeles (07.06.2011), ekipa z EA postara się przybliżyć wszystkim zainteresowanym tryb multiplayer w swojej najnowszej grze. Ale to nie wszystkie dobre wiadomości.

Producenci zapowiadają na swoim blogu prezentację dość rozbudowanego tryby multi, w którym zagramy na jednych z największych map jakie udało im się zrobić. Miejsca potyczek mają dodatkowo gwarantować wiele okazji do starć bezpośrednich. Z radością będzie można likwidować wozy przeciwnika, skradać się, kłaść ogień zaporowy, niszczyć otoczenie itp. itd.

Oprócz zapowiedzianego trybu team deatmatch, i wszelkich fajerwerków związanych z silnikiem Frostbite 2, najciekawiej zapowiada się tryb Battlelog, którego jednak nie zobaczymy na E3 a nieco później. Wspomniana zabawka umożliwi korzystanie z potężnych opcji społecznościowych, od statystyk po tworzenie drużyny a nawet plutonu (cokolwiek to może znaczyć ;)). Zapowiedziano też voice chat.


Atrakcją, którą na pewno zobaczymy na E3 będzie kampania w trybie co-op. Czyli to na co tygryski czekają najbardziej. Nie pozostaje nic innego jak tylko czekać na targi rozpoczynające się już w przyszłym tygodniu.

E3 to Electronic Entertainment Expo czyli największe międzynarodowe targi związane z biznesem, rozrywką i sprzętem komputerowym. Dla zainteresowanych podajemy adres targów: www.e3expo.com.

środa, 1 czerwca 2011

Larsson po amerykańsku

Dzięki "Social Network" wszyscy mogli zapomnieć o niewypale zwanym Benjamin Button. Teraz Fincher jakby ze zdwojoną siłą idzie za ciosem reżyserując swoją wersję adaptacji "Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet." Dziś pojawił się pierwszy, agresywny i dość efektowny zwiastun do tego projektu.