piątek, 13 stycznia 2012

Stieg Larsson po amerykańsku

Recenzja filmu Dziewczyna z tatuażem, 2011, reż David Fincher.

Książki tego nieżyjącego już autora (1954-2004) rozeszły się po świecie jako bestsellery przynosząc jego nazwisku, jak widać, zasłużoną sławę. Kolejne tysiące sprzedanych sztuk zdają się to potwierdzać. A jak z ekranizacją?

Pierwszą wersję (Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet), którą pominąłem a którą niewątpliwie trzeba będzie nadrobić, nakręcił Duńczyk, Niels Arden Oplev w 2009 roku i zdobył serca widzów na całym świecie. Film zyskał znakomite noty a bohaterowie doczekali się kontynuacji swoich przygód w kolejnych filmach (w tym samym roku wyszły jeszcze Dziewczyna, która igrała z ogniem, oraz Zamek z piasku, który runął, obydwa filmy w reżyserii Daniela Alfredsona). Pod koniec 2011 roku, na ekrany kin wszedł obraz zrobiony w kooperacji amerykańsko-niemiecko-szwedzko-angielskiej zaś na fotelu reżysera tym razem zasiadł zasłużony dla kina, David Fincher.

Amerykanin podjął się dość ryzykownego projektu, by nakręcić coś co już powstało i samo w sobie zostało przyjęte bardzo ciepło. Sztuką w takim przypadku jest zbudowanie takiego kina, które przynajmniej nie będzie słabsze od pierwowzoru. A pierwowzorem dla Dziewczyny z tatuażem był wspomniany już Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet.

Mikael Blomkvist, dziennikarz śledczy gazety Millennium, po przegranym procesie o zniesławienie otrzymuje od znanego w Szwecji przemysłowca Henrika Vangera (Christopher Plummer) zlecenie rozwiązania rodzinnej zagadki. Rozwikłanie sprawy zniknięcia przed laty 16 letniej wnuczki Vangera ma przynieść żurnaliście nie tylko solidne wynagrodzenie, ale również przywrócić jego nazwisku wiarygodność. Zachęcony tymi perspektywami Mikael (Daniel Craig) długo się nie zastanawiając, przyjmuje ofertę i podejmuje się prowadzenia dochodzenia, które odkryje przed nim ciemne oblicze jednej z najbardziej wpływowych rodzin w Szwecji.

Rooney Mara, źródło: collider.com

Historia od samego początku wciąga. Pierwsza myśl po obejrzeniu - trzeba sięgnąć po książkę bo fabuła ma mocne podstawy, to widać. Miłośnicy thrillerów znajdą tu ciężki klimat i wielowątkową zagadkę, której rozwiązanie będzie kosztowało wiele wysiłku umysłowego ale i odrobiny krwi i potu. Wraz z rozwojem akcji pojawiają się kolejni bohaterowie, którzy sami w sobie stanowią galerię osobliwości i trzeba przyznać, że żadna z nich nie jest tutaj zbędna. Oglądając ten obraz miałem wrażenie, że wszystkim ludziom poświęcono właśnie tyle czasu ile potrzebowali by odegrać swoją rolę w układance i zbudować obraz poróżnionej niesnaskami rodziny Vangerów. Wystarczy to by zacząć zastanawiać się nad tym, kto jest czarną owcą w stadzie.

Po pierwszych minutach seansu dopadła mnie myśl, że będzie to niezwykle ascetyczny pod względem formy przekazu, film. Po pierwsze ujęcia skupiające się na bohaterach potęgowały we mnie uczucie powagi jaką powinienem ich darzyć. Dwoje głównych bohaterów czyli Mikael oraz Lisbeth Salander (Rooney Mara) przez dużą część filmu posiadają odrębne od siebie historie, które bezproblemowo łączą się w całość gdy przychodzi właściwy moment. Potem jest już bardzo dynamicznie a rozwiązanie jednej z większych zagadek dostajemy wprost w oczy, bez zbędnych ceregieli. Napięcie budowane jest tym co dzieje się wcześniej, podczas poszukiwań osoby odpowiedzialnej za zniknięcie nastolatki.

Źródło: www.moviefanatic.com

Zarówno Craig jak i Rooney grają osoby zdeterminowane, będące poniekąd w potrzasku a jednocześnie znakomicie się uzupełniające, być może dlatego końcówka była dla mnie tak przejmująca. Dziewczyna złapana w sidła zboczonego opiekuna społecznego, dramatycznie potrzebująca środków do życia jest cholernie przekonująca w tym co robi. Nie musi być wysportowaną heroiną by poradzić sobie z problemami. Dziennikarz to z kolei spokojny facet, który pragnie dociec prawdy i jest dobry w tym co robi bez machania pistoletem ani prężenia muskułów. Zamiast tego jest bystry i naturalny co tylko potwierdza jego autentyczność.

Warto wspomnieć, że przy tworzeniu muzyki udzielał się Trent Reznor, znany szerzej z twórczości Nine Inch Nails i można powiedzieć, że zdecydowanie słychać to. Przejmującym chłodem widokom ośnieżonej Szwecji i ciemnym korytarzom obskurnych czynszówek towarzyszą przeciągłe świsty przypominające wiatr lub rytmiczne i niskie dudnienie elektroniki. Nie brakuje lżejszych motywów a rewelacyjnie i bezczelnie wyszło w jednej z ważniejszych scen użycie piosenki Enyii - Orinoco flow. Super.

W filmie właściwie nie znalazłem wad (chociaż jestem świeżo po seansie) ale gdybym miał go oceniać, nie wydałbym mu najwyższej noty. Nie jest to jednak obraz, który można oglądać w nieskończoność. Thrillery najbardziej uderzają jednak za pierwszym razem chociaż nie można wykluczyć ponownego seansu z kimś, kto jeszcze tego nie widział. W obsadzie znajdziemy same znane nazwiska, ale żadna z twarzy nie przywoływała skojarzeń z innymi filmami. Aktorzy zagrali porządnie i dowiedziałem się wreszcie, że Daniel Craig potrafi grać nie tylko twardzieli.

Fincher zbudował naprawdę mocną atmosferę co jest pewnie zasługą scenarzysty Stevena Zailliana (jednego z wyjadaczy Hollywood). Panowie nie bali się pokazać gwałtu, nie bali się brzydkich słów ale żadnej granicy chyba nie przekroczyli. Chyba, oceńcie sami.

1 komentarz:

  1. Z braku czasu film zobaczę dopiero po weekendzie. Z jednej strony jestem go bardzo ciekawy i wciąż słyszę w zasadzie same pozytywne opinie. Z drugiej strony trochę się obawiam jak go odbiorę znając już pierwszą ekranizację, która była bardzo dobrze nakręcona i świetnie mi się ją oglądało. Wszyscy również zwracają uwagę na rolę Ronney Mary. Już raz świetnie zagrała u Finchera więc i tu spodziewam się dobrej roli.

    OdpowiedzUsuń