czwartek, 31 maja 2012

Ciemność Holland

Po długiej przerwie zapraszam na recenzję filmu Agnieszki Holland, W ciemności, 2011.

Na ten film czekałem z zapartym tchem, tematyka jest trudna, trochę w stylu Wajdy i końcowy efekt też miejscami trąci patosem, ale zastanawiałem się czy Holland udało się stworzyć obraz, który przekona widza, że to co zobaczył na ekranie miało miejsce naprawdę?

W pierwszym kontakcie film Holland odrzuca jako obraz wykonany zbyt starannie, za bardzo dopieszczony, w którym otoczenie, ubrania aktorów i atmosfera przywodzą na myśl estetykę serialu telewizyjnego. Jest to odczucie, które - co prawda nie z tym samym natężeniem ale jednak - pozostaje aż do końca filmu. Dlatego bardzo ciężko było mi przebrnąć przez te pierwsze chwile historii Leopolda Sochy i grupy jego protegowanych żydów. Zapewniam jednak osoby, którym może to przeszkadzać, że warto się przemóc.


Nie jest to film łatwy. Ba, sama historia jest opowieścią książkową (i na kartach książki ostatecznie się pojawiła, pod postacią pamiętników) na miarę bestsellera, którego potęga drzemie w surowej historii o przemianie drobnego cwaniaczka i złodzieja, pracownika lwowskich kanałów, w człowieka dla którego życie ludzkie stanowi wartość najwyższą. Ewolucja moralna Sochy jest zresztą przedstawiona bardzo zgrabnie a grający go Robert Więckiewicz daje popis prawdziwie światowego aktorstwa. Zresztą nie tylko on. Przyznać trzeba, że bohaterowie to ludzie z krwi i kości, uczciwi albo podli, pełni marzeń albo przyziemnych pragnień. Dla nich pewne uczucia stają się czarne albo białe ale są też takie, nad którymi nie raz zmarszczą czoło. To działa.

Nie tylko za bohaterów muszę Holland pochwalić, ale też za dobór scen, które odważnie wkraczają w te najbardziej intymne, ludzkie momenty. Jedną z bardziej poruszających historii jest poród w podziemnej kryjówce uciekinierów z lwowskiego, żydowskiego getta. Jest to obraz tak prawdziwy i tak przerażający, że chwytając się za głowę można tylko soczyście przekląć. Ale Holland nie boi się też pokazać tych rubasznych scen z życia lwowian. Socha w jednej z pierwszych scen ochoczo zabiera się do swojej żony, fest kobiety, i to wszystko w niewiarygodnej ciasnocie w obliczu śpiącego obok dziecka. Te wszystkie "swojskie" widoki niesamowicie budują atmosferę filmu i naprawdę, pod tym względem trudno W ciemności cokolwiek zarzucić. Jest to po części odpowiedź na pytanie postawione we wstępie. Nie czytałem dzienników Krystyny Chiger ale w wywiadzie udzielonym Nesweekowi przyznała, że oglądając film czuła się tak, jakby ponownie zeszła do cuchnących kanałów. Nie wiem czy może być coś bardziej przekonywającego do obejrzenia filmowej adaptacji losów siedmioletniej dziewczynki i ludzi, którzy razem z nią spędzili czternaście miesięcy w kanałach Lwowa.

 Jedynym moim zarzutem poza wspomnianą serialowością, może być jeszcze odrobina patosu, ale hej, to w jakiś sposób polska szkoła filmowa. Poza tym, wydaje mi się, że w kinie brakuje nam nieco tych gestów, symbolicznych "wyciągniętych dłoni" oblanych światłem. Ilość takich dodatków jest tu zresztą minimalna więc podnoszą nieco wartość artystyczną obrazu.

Warto poświęcić te prawie dwie i pół godziny (!) na obejrzenie jednej z najciekawszych, heroicznych opowieści ostatnich lat.








fotografie: www.filmweb.pl