Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 października 2013

Człowiek z nienawiści.

Recenzja filmu Wałęsa. Człowiek z nadziei, 2013, reż. Andrzej Wajda.

W Internecie aż huczy, że Wajda fałszuje historię, że jest kłamcą i nakręcił film o kłamcy. Wygląda na to, że zdaniem niektórych internautów prawdziwy Wałęsa nigdy nie powinien otrzymać takiej laurki a najlepiej gdyby szczezł pod czołgiem ze swoją nagrodą Nobla, która nic nie znaczy. Niektórzy podają źródła, fakty. Ogólne oburzenie przekłada się poniekąd na relatywnie niską ocenę Człowieka z nadziei na jednym z branżowych serwisów. Tylko czy aby na pewno film zasługuje na tak tęgie baty? Czy to jeszcze ocena filmu? Wydaje mi się, że nie i że nikt tu nikogo nie okłamuje.

Wałęsa. Człowiek z Nadziei trafia w dobry czas. Przede wszystkim pokolenie ludzi urodzonych "wtedy" wchodzi w dorosłość, a wielu z młodszych odbiorców mogło o Wałęsie i Solidarności ledwie słyszeć. Idealna chwila, by przypomnieć o tych, którzy pchnęli ludzi do walki z władzą i film nie sugeruje, że był to wyłącznie Lech Wałęsa.

Nikt tu nikogo nie wybiela chociaż z całą pewnością nie pokazuje wszystkiego. Wałęsa z ekranu jest człowiekiem ze wszystkimi drobnymi uchybieniami, bywa małostkowy, samolubny ale też przebiegły i zdeterminowany. W jednej z pierwszych scen znana włoska reporterka Oriana Fallaci jedzie do mieszkania, które rodzina Wałęsów otrzymała od państwa, co samo w sobie stawia ich w złym świetle. Bohater nie pozostawia złudzeń co do swojej osoby, uważa się za człowieka prostego i takim jest pokazany. W jednej se scen mówi wprost, że nie jest politykiem ale elektrykiem. Historia obraca się więc wokół jednej osoby ponieważ to film biograficzny, ale tłem dla tej historii są przecież dużo ważniejsze wydarzenia wśród których Bolek, prawdę powiedziawszy, pokazany jest jako człowiek od machania rękami i mocnych słów.

W filmie przedstawiono niektóre, ważniejsze sceny z życia Wałęsy i jego rodziny jak i samej Solidarności, te jasne i nieco ciemniejsze. Widać moment podpisywania przez niego dokumentów o współpracy z SB, widać to, jak stara się zapewnić rodzinie byt korzystając z własnego nazwiska i dla mnie to wystarczy, by zrozumieć w jakich czasach żyli ci ludzie. Ale żeby wszystko było jasne Wajda pokazuje też permanentną inwigilację i skrajną biedę, która pcha ludzi do chwytania się wszystkiego. Czego nie pokazuje Wajda, to Wałęsy tworzącego Solidarność. Pokazuje tytułowego człowieka z nadziei, który nie bał się stanąć w pierwszej linii nowego porządku i wykrzyczeć tego, o czym marzyli inni. Ale byli z nim inni.

Nie jest to film historyczny. To biografia osoby żyjącej, w dodatku oparta o konkretne wydarzenia. Skutkiem tego stajemy się świadkami przemian, które zachodziły w Polsce również dzięki Wałęsie ale też tylko niektórych wydarzeń z jego życia. Najważniejsze w tym wszystkim wydaje mi się tło i zrozumienie pewnych decyzji, z których ludzie są rozliczani do dziś. Nie jest to również film szkalujący imię czołowego, polskiego elektryka. Jeśli ktoś chce skonfrontować prawdę ekranu z prawdą czasu powinien sięgnąć po lekturę książek i materiałów prasowych i wym wypadku głosy sprzeciwu należy traktować jako dobry kontrapunkt dla całej historii. Jako głosy świadczące o tym, że jest tam coś więcej, że każda historia ma też swoje czarne strony. W żadnym wypadku nie jestem jednak w stanie zredukować zasług kogoś, kto miał w sobie tyle jaj, żeby stanąć naprzeciw władzy. Przez całą tę internetową burzę mam wrażenie, że tylko w Polsce rozlicza się zwycięzców. Przydałoby się w tym kraju trochę więcej pozytywnego myślenia na temat ludzi, którzy go tworzyli. Szczególnie, że często są oceniani przez ludzi, którzy nie musieli podpisywać żadnych dokumentów, nie byli też podsłuchiwani ani zapraszani na rozmowy.


Film jest oszczędny w formie chociaż zrealizowany dobrze. Nie miałem wrażenia sztuczności planu czy zachowań ludzi. Kamera radzi sobie całkiem nieźle, nie ma tu zbędnych scen czy fajerwerków, jest za to przyjemne mieszanie ujęć ze scenami dokumentalnymi. Postać Wałęsy zagrana jest bezbłędnie do tego stopnia, że miałem wrażenie, że Więckiewicz w tym filmie nie gra, ale nim jest. Gorzej wypada drugi plan ze względu na postacie, które nie mają zbyt wiele do powiedzenia przez co produkcja traci na głębi. Można powiedzieć, że oprócz żony Wałęsy, reszta ludzi wypada po prostu papierowo. Bardzo podobało mi się również tło muzyczne, które było dla mnie zaskoczeniem bo spodziewałem się u Wajdy czegoś co miałoby podkreślać patos. Nie ma jednak ani patosu, ani łzawej muzyki. Są buntownicze, punkowe kawałki, które świetnie wpasowują się w tematykę.

Jak dla mnie Wajda zrobił dobrą robotę, a kto chce więcej niech sięgnie po książki. Film pozostawia bowiem otwarte zakończenie i nikogo nie rozlicza.

Fotografie pochodzą z serwisu filmweb.pl.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012

Druga Ziemia

Recenzja filmu Druga Ziemia, 2011, reż. Mike Cahill.

Niewiele jest filmów, które uważam za "inne". Słusznie ktoś stwierdził, że pojawiają się tu recenzje głównie kina popularnego, co jednak nie wyklucza bardziej ambitnych projektów na mojej liście obejrzanych czy też "must see". Another Earth jest perełką festiwalu w Sundance, na którym zgarnęła między innymi nagrodę jury dla najlepszego dramatu. Kąsek więc łakomy, tym bardziej, że nie jest to kino, na które wybraliby się głównie miłośnicy coli, popcornu i dobrych efektów specjalnych.

Właśnie, to co wyróżnia Another Earth to specyficzny nastrój, panujący w tej filmowej próbie zmierzenia się z pytaniem obecnym w życiu każdego, kto spogląda w niebo - czy jesteśmy sami? To spokój kadrów i nieśpieszne prowadzenie akcji, to wreszcie kamera z ręki i refleksyjne, czasem pełne winy spojrzenia bohaterów, których los postawił po jednej, niezbyt przyjemnej stronie barierki.


Dziewczyna, która zapowiadała się na dobrą studentkę Massachusetts Institute of Technology (MIT) spędza 4 lata swojego młodego życia w więzieniu za spowodowanie wypadku samochodowego. Mężczyzna, który w tym samym wypadku traci całą rodzinę stacza się na dno moralnej drabiny, przysypiając w domu pełnym śmieci, korzystając z usług prostytutek. Ta połączona jednym losem para odkryje się na nowo na starej dobrej Ziemi, ale posiądą też perspektywę sprawdzenia alternatywnej dla siebie historii.

Motyw science-fiction jakim jest w filmie pojawienie się drugiej Ziemi (będącej lustrzanym odbiciem naszej planety) to szansa dla bohaterów na złapanie w życiu kolejnych możliwości. To w pewnym sensie furtka dająca ludziom postawionym w dramatycznej sytuacji nowy kierunek, w którym mogą podążać. Chociaż akcja rozwija się tu powoli, to jednak warto czekać te półtorej godziny by sprawdzić czy i w jaki sposób z owej furtki skorzystali. Próżno czekać tutaj na efekty przygotowań do wielkiej wyprawy w nieznane. Motyw podróży w kosmos stanowi jedynie tło dla przemyśleń o wszystkich, czekających tam możliwościach.


Przez część filmu doświadczamy narracji. Dzięki niej naświetlone zostają wszelkie pytania i wątpliwości związane z pojawieniem się w naszej przestrzeni planety podobnej do Ziemi. Narracja kreuje atmosferę tej opowieści, nadając miejscami formę dokumentu, ale na niepowtarzalny klimat pracuje również muzyka. Poruszające połączenie klasycznych dźwięków instrumentów z elektroniką sprawdza się znakomicie, ale uwaga, nie oczekujcie żwawych elektronicznych kawałków. To współgra z ogólnym nastrojem obrazu Cahilla, w którym więcej jest zadumy niż akcji. Poza dramatem znajdziemy tu też momenty piękne i zabawne. Idealny miks dla kogoś, kto chce odetchnąć od kina głównego nurtu, pełnego scenariuszowych śmieci albo przeładowanego efektami.

Pisząc o tym filmie, że jest "inny" miałem na myśli tę mieszankę nieprzewidywalności, sci-fi z dramatem w chłodnych barwach podnieconych nieco doskonałym backgroundem muzycznym. Ciekawy temat i skromna forma obrazu działają zdecydowanie na jego korzyść. Chciałbym, aby to zapoczątkowało falę lekkiego sci-fi nastawionego raczej na dobrą narrację niż przesadnie upstrzonego świecidełkami.

Zdecydowanie polecam.