Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry. Pokaż wszystkie posty

sobota, 31 grudnia 2011

Kamil Bazydło: 10 najbardziej zapadających w pamięć tatuaży z gier


Pod koniec roku wszyscy robią listy. Najlepsze filmy, muzyka, książki roku. Najciekawsze wydarzenia, podsumowania, zestawienia. Też oczywiście mam swoje typy w dziedzinach, które mnie najbardziej interesują. Skrupulatnie przemyślane i zanotowane. Postanowiłem się nimi jednak nie dzielić, a w zamian zaoferować zupełnie przypadkową, niezwiązaną z żadną okazją czy okresem roku i oczywiście totalnie nieobiektywną listę 10 najbardziej zapadających w pamięć tatuaży z gier wideo. A więc...


10. Fenris - Dragon Age II

Pomimo, że sequel bardzo solidnego Dragon Age: Początek nie okazał się do końca tym na co fani czekali, to jednak kontynuacja miała kilka mocnych elementów. Jednym z nich była gromada dość interesujących postaci jak Varric, Arishok czy powracający z dodatku Przebudzenie Anders. To jednak Fenris od razu robi spore wrażenie. Elf, niegdyś zniewolony, próbuje zerwać z przeszłością i nigdy do niej nie wracać. Tatuaże na jego ciele nie pozwalają mu na to. Nie tylko dlatego, że przypominają mu o traumie przeszłości, ale są czymś więcej niż tylko rysunkami na skórze. Zostały wykonane z lyrium nadając Fenrisowi magiczne moce oraz zadając mu nie do końca wyjaśnioną formę cierpienia. Tatuaże determinują jego nastawienie do życia, a co najlepsze potrafią świecić! ;)


9. Sulik - Fallout 2

Ten plemienny wojownik może nie nadaje się do długich i pasjonujących rozmów na ważkie tematy, ale jak twierdzi "my być dobry z pięścią, włócznią, wielkim młotem, bronią maszynową. My się przydać." Fakt, może być przydatny w walce, a nawet jeśli nie to przynajmniej można mieć trochę ubawu z jego prostego języka jakim się posługuje. Właśnie podobnie jak jego sposób mówienia, tak i tatuaże pokrywające dużą część jego ciała są do bólu mało wyszukane. Jak ozdobiony może być plemienny wojownik? Oczywiście nieskomplikowanymi tribalami na całym ciele. Sulik w całej swojej sztampie okazuje się być postacią, którą właśnie dlatego się pamięta, w szczególności ze wskazaniem na wygląd.


8. Meryl Silverburgh - Metal Gear Solid

Czy jest coś w MGS co nie zapadało w pamięć? Od wybitnego scenariusza po znakomicie zaprojektowane poziomy, po unikalny humor i zabójczy soundtrack, aż do wszystkich postaci jakie się w grze pojawiają. Wielokrotnie powracająca w serii Meryl poza zgrabnym tyłkiem, który odciągał uwagę strażników, miała inny interesujący atrybut - symbol jednostki FOX-HOUND wytatuowany na lewym ramieniu. Ok, nawet jeśli technicznie nie był to prawdziwy tatuaż, to co z tego? W przypadku komputerowej postaci nie robi to większej różnicy o ile wzór daje czadu tak jak w przypadku Meryl.


 7. Faith Connors - Mirror's Edge

Jedna z bardziej oryginalnych dużych produkcji ostatnich lat odznaczała się niezwykłym stylem graficznym, w którym próżno szukać owalnych kształtów czy gładko zlewających się kolorów. Ostre kąty, rażący w oczy kontrast, szkło i metal są wszechobecne w środowisku miasta, w którym w błyskawicznym tempie toczy się akcja Mirror's Edge. Podobny charakter ma również tatuaż pokrywający dużą część ramienia głównej bohaterki gry. Przypomina nieco powierzchnię płytki jakiegoś układu elektronicznego, a być może graficzne wyobrażenie komputerowego wirusa zarażającego kolejne sektory systemu. Projekt tego tatuażu tak zafascynował internetową społeczność graczy, że stał się obiektem wielu dyskusji, a nawet przypadków faktycznego tatuowania sobie wzoru w rzeczywistości i to na wiele miesięcy przed premierą samej gry.


6. Maria - Silent Hill 2

Niektórzy powiedzą (a ja przytaknę w aprobacie), że Silent Hill 2 to najlepsza gra wideo jaka wyszła spod ludzkiej ręki. Pomimo dogłębnych analiz i tuzinów teorii wciąż niektóre elementy fabuły pozostają niejasne. Kluczowa postać, enigmatyczna Maria przyciąga wzrok niewielkim tatuażem motyla. Nawet jeśli motyle są jednym z najpopularniejszych motywów kobiecych tatuaży to jeśli coś pojawia się w takiej grze jak SH2 to od razu budzi nieodpartą ciekawość i chęć rozgryzienia tajemnicy stojącej za rysunkiem. Trywialne czy intrygujące? Dla mnie zdecydowanie to drugie.


5. Jack - BioShock

Niemożliwe jest nie zwrócić uwagi na tatuaże głównego bohatera BioShocka, które zdobią oba jego nadgarstki. W końcu gracz patrzy na nie przez calusieńką grę. Ich znaczenie odnosi się do kilku motywów zawartych w grze, których wyjaśnienie byłoby raczej sporym spoilerem więc to przemilczę. Fabuła BioShocka jest na tyle znakomicie skonstruowana, że wyjaśnienie całej historii odkrywanej kawałek po kawałku następuje nagle i za pomocą podania jednej informacji prowadzi do mocnego szczękoopadu. Patrzenie później na tatuaże Jacka cały czas przypomina graczowi, że wszystko tak naprawdę miał podane przed oczami i jak bardzo dał się zwodzić aż do samego końca gry.



4. Cheshire Cat - American McGee's Alice

Psychodela epatująca z każdego miejsca mrocznej i brutalnej adaptacji Alicji w Krainie Czarów znalazła swoje odbicie także w upiornym towarzyszu tytułowej dziewczynki. Wiecznie szczerzący się Kot z Cheshire według Americana McGee od ogona po spiczaste uczy pokryty był wykręconymi wzorami. Kot który cały czas się uśmiecha to już wystarczająco dziwne zjawisko samo w sobie. Ten był jeszcze dodatkowo wyjątkowo wygadany, ale McGee najwyraźniej stwierdził, że to wciąż za mało. Ktoś widział kiedyś wydziarganego kota? Nie? Polecam więc zapoznanie się z tą klasyczną już grą komputerową.



3. Jack - Mass Effect 2


Obecność Jack na tej liście nie może dziwić. Twarda, bezkompromisowa, niebezpieczna biotyczka jest niemal całkowicie pokryta tatuażami. Działa to jak barwy wojenne, czy raczej ostrzeżenie ochronne - nie zbliżaj się do mnie bo ugryzę. Jack jest drapieżna, nieufna, agresywna. Tatuaże odwierciedlają jej charakter choć można się zastanowić czy nie są skorupą, pod którą Jack próbuje tylko stłamsić ludzkie uczucia.


2. Clayton Carmine - Gears of War 3

W uniwersum Gears of War niemal każdy z megażołnierzy może pochwalić się imponującymi tatuażami. Jest więc w czym wybierać. W trzeciej części GoW widzimy, że tatuaż Doma Santiago z imieniem jego żony został rozbudowany i zyskał nowe znaczenie. Było blisko, aby to właśnie najlepszy przyjaciel Marcusa zaistniał w tym zestawieniu. Zamiast niego jednak zdecydowałem się wspomnieć ostatniego z braci Carmine. Clayton posiada wiele tatuaży, ale najlepszy jest ten zdobiący jego prawe ramię. Na swojej wielkiej, umięśnionej łapie ma permamentnie narysowane wizerunki Anthony'ego i Benjamina wraz ze wstęgą R.I.P., mieczem i symbolem Gears. To się nazywa prawdziwy Grub Killer!


1.     The Nameless One - Planescape: Torment

Gdy myślę o Bezimiennym nasuwają mi się pewne analogie z bohatem błyskotliwego filmu Memento. Chodzi o wykorzystanie własnego ciała jako swojego rodzaju pamiętnika. Tatuowanie ważnych informacji spodziewając się utraty o nich pamięci. Torment był chyba najbardziej ambitną produkcją Black Isle Studios ze skomplikowaną fabułą i niezwykłym światem. Moja pamięć o tej grze przez ponad dziesięć lat od pierwszego zagrania już sporo się stępiła, ale pamiętam, że Bezimienny był strasznie brzydki, nieśmiertleny, a całe jego plecy pokrywały runiczne tatuaże, z których lewitująca czaszka o wdzięcznym imieniu Morte odczytywała historię bohatera. Najbardziej pamiętany tatuaż w grach wideo to ten, o którym jego właściciel sam zapomniał.


niedziela, 25 grudnia 2011

Promocje ze Steam nie dla wszystkich.

Jak się okazuje nawet tak światowa aplikacja jednych użytkowników lubi bardziej niż innych i w przypadku niektórych tytułów możemy spotkać się z przykrą wiadomością ze strony sprzedawcy mówiącą o tym, że produkt nie jest dostępny w naszym kraju.

Nie wiem w jakich jeszcze krajach promocja na platformie cyfrowej Steam dotycząca gry Skyrim nie obowiązuje, wiem natomiast, że przykro jest zobaczyć napis świadczący o tym, że jesteśmy mniej uprzywilejowani niż inni. Dotyczy to nawet nie samej promocji, ale też dostępności tytułu, który można normalnie nabyć w naszych sklepach. Być może wszystko byłoby w porządku, gdyby podano jakieś racjonalne powody, dlaczego oferta na stronie sklepu omija Polskę szerokim łukiem.

Żeby było zabawniej jeszcze kilka dni temu statystyki Steam uznały Skyrim za najlepiej sprzedającą się grę na platformie. Nie u nas, Milordzie, nie u nas.

Na osłodę, Steam proponuje użytkownikom pobranie tapety, klimatem nawiązującej do przygód Dragonborna.




wtorek, 13 grudnia 2011

Sprzedaż gier w Wielkiej Brytanii

Do wielkiego podsumowania jakie napisał Kamil w temacie gier wideo, warto dorzucić nieco mniejsze ale również interesujące. Dotyczy ono sprzedaży gier na wyspach brytyjskich.

Jak się okazuje Skyrim, gra roku od studia Bethesda, święci triumfy również na wyspach brytyjskich. W minionym tygodniu tytuł okazał się być (jak podaje serwis Gram.pl) najlepiej sprzedającą się grą w Wielkiej Brytanii. Nowy zwycięzca zdeklasował nie byle kogo bo najbardziejdochodową grę ostatnich lat, czyli Modern Warfare 3.

Lista czterdziestu najlepiej schodzących tytułów w "Wielkiej Brytwanii" prezentuje się zatem następująco.


  1. The Elder Scrolls V: Skyrim
  2. Call of Duty: Modern Warfare 3
  3. Just Dance 3
  4. FIFA 12
  5. Assassin’s Creed: Revelations
  6. Battlefield 3
  7. Professor Layton and the Spectre's Call
  8. Saints Row: The Third
  9. Uncharted 3
  10. Mario Kart 7
  11. Mario & Sonic: London 2012 Olympic Games
  12. Super Mario 3D Land
  13. Need for Speed: The Run
  14. Forza Motorsport 4
  15. Batman: Arkham City
  16. Lego Harry Potter: Years 5-7
  17. Zumba Fitness: Join the Party
  18. Skylanders: Spyro's Adventure
  19. Michael Jackson: The Experience
  20. Abba: You Can Dance
  21. Sonic Generations
  22. Mario Kart Wii
  23. WWE '12
  24. Zumba Fitness 2
  25. Kinect Sports
  26. Moshi Monsters
  27. Football Manager 2012
  28. GoldenEye 007: Reloaded
  29. The Legend of Zelda: Skyward Sword
  30. Kinect Sports: Season 2
  31. Rage
  32. Cars 2
  33. LEGO: Piraci z Karaibów
  34. Dance Central
  35. Halo: Combat Evolved Anniversary
  36. F1 2011
  37. Wii Party
  38. Gears of War 3
  39. Rayman Origins
  40. Przygody Tintina - Gra Komputerowa

niedziela, 11 grudnia 2011

Spike Video Game Awards 2011

W nocy z soboty na niedzielę (czasu polskiego) odbyła się kolejna coroczna ceremonia rozdania nagród Spike VGA. Poza brytyjskimi BAVGA są to chyba najbardziej liczące się nagrody w growym świecie, które na przestrzeni ostatnich lat zdecydowanie zdobyły na popularności. Jak zawsze impreza wypełniona była także premierowymi zapowiedziami i nie prezentowanymi wcześniej zwiastunami.

Gala, prowadzona w tym roku przez aktora Zachary'ego Levi, wyróżniała się rozmachem, może nie na oscarową skalę, ale na pewno pod względem prezentacji było to największa ceremonia w historii VGA. Spora scena, światła, pirotechnika oraz postacie wykreowane dla widzów komputerowo i umieszczone w przestrzeni augumented reality. Muzycznie imprezę kontrolował Deadmau5. Intro to typowa parodia tegorocznych gier, w których światy został rzucony Levi odgrywający kolejno różne role. W końcu, gdy jako Ezio Auditore stanął nad przepaścią by wykonać skok, ku aplauzowi publiczności "wyczarował" z wirtualnego menu Portal Gun i przy wybuchających fajerwerkach wleciał na główną scenę.

Koniec końców najważniejsze jednak były same nagrody i wszystkie niespodzianki przygotowane dla widzów. Jeśli chodzi o statuetki to bez większych zaskoczeń. Call of Duty: Modern Warfare 3 najlepszym shooterem, Batman: Arkham City wyróżniony w kategoriach action adventure, adaptacja oraz gra na Xbox 360. Uncharted 3: Drake's Deception triumfował jako najlepsza gra na PS3, natomiast The Legend of Zelda: Skyward Sword została oczywiście wybrany najlepszą grą na Wii. Wielkim tegorocznym wygranym był The Elder Scrolls V: Skyrim zgarniając nagrody za najlepsze RPG, studio roku (Bethesda Softworks) oraz grę roku. Miłym akcentem były trzy nagrody dla niezależnej produkcji Bastion. W ręce malutkiego, kilkuosobowego studia Supergiant Games poszły aż trzy statuetki, za najlepszą grę dystrybuowaną cyfrowo, najlepszą muzykę i najlepszą piosenkę dla pięknej ballady Build That Wall.

Bardziej ekscytujące zawsze jest to co trudno przewidzieć czyli ujawnienie kilku nowych projektów. Tutaj było kontrowersyjnie. Po pierwsze tajemniczy projekt nowego studia BioWare okazał się być napędzanym silnikiem Frostbite 2 sequelem umierającej serii. Trudno się dziwić mieszanej reakcji na zapowiedź ich Command & Conquer Generals 2.



Na pewno przyćmili tę produkcję pokazując niesamowity gameplay ze zbliżającego się powoli Mass Effect 3.



Króciutki teaser Tom Clancy's Rainbow Six: Patriots też raczej przegrał w starciu z inną powracającą serią w postaci Hitman: Absolution.





Kolejną z wyczekiwanych zapowiedzi była zupełnie nowa gra od studia Epic Games. Firma, która w tym roku obchodzi swoje dwudzieste urodziny zachwycała przez lata takimi seriami jak Jazz Jackrabbit, Unreal czy Gears of War. Jeszcze przed galą Cliff Bleszinski złapany na czerwonym dywanie ze swoją piękną narzeczoną udzielił krótkiego wywiadu, w którym przypomniał, że to co zobaczymy będzie zupełnie nową, oryginalną marką. W trakcie imprezy pojawił się na scenie zaprezentować zwiastun do Fortnite. Dużo o grze nie wiadomo, ale ze zwiastuna można wnioskować, że będzie to wieloosobowa gra opierająca się na fortyfikowaniu się przed przychodzącymi po zmroku hordami zombie.



Przedstawiciele Blizzarda odbierając nagrodę w kategorii Gamer God (coś w stylu wyróżnienia za całokształt twórczości) odwdzięczyli się porażająco pięknym, choć niezbyt ekscytującym intro do Diablo III.



Zaprezentowano również bardzo ciekawy zwiastun do kontynuacji znakomitego horroru Alan Wake. Nowa gra z podtytułem American Nightmare zadebiutuje w przyszłym roku wyłącznie w serwisie Xbox Live Arcade i będzie bezpośrednią kontynuacją historii opowiedzianej w zeszłorocznej produkcji studia Remedy. Zapowiada się, że fani pierwszej części będą zachwyceni.



Podczas gali kilkukrotnie pojawiła się ulubienica wszystkich graczy czyli Felicia Day. Zapowiedziała ona między innymi fantastyczny trailer do jednej z najbardziej oczekiwanych gier przyszłego roku czyli BioShock Infinite.



Imprezę zamknął zwiastun Metal Gear Rising: Revengeance, który na kilka godzin przed galą wyciekł do sieci wraz z informacją o studiu produkującym grę, którym okazało się Platinum Games najbardziej znane z takich gier jak MadWorld i Bayonetta. Reakcje fanów gier Hideo Kojimy są dość podzielone. Z jednej strony styl w jakim Platinum Games robi swoje gry zdaje się nie do końca pasować serii Metal Gear, ale z drugiej strony nikt nie będzie już mógł zarzucić, że to kolejny taki sam Metal Gear.



Na deser zostawiłem zwiastun, który zupełnie mnie zaskoczył. Nowa produkcja Naughty Dog o interesującym tytule The Last of Us. Co prawda potwierdziły się obawy, że jest to kolejna gra o zombie, na rynku który obecnie jest nimi przeładowany, ale po prostu na to spójrzcie! Zwiastun zwyczajnie powala zarówno ze względu na nieprawdopodobną grafikę, jaką (jak się okazuje) można osiągnąć na PlayStation 3 oraz już samą dramaturgię. Po obejrzeniu tego zdecydowanie bardziej nabrałem chęci w końcu sprawienia sobie raczej lekceważonej przeze mnie konsoli Sony.

piątek, 21 października 2011

Nowy film zapowiadający Diablo 3

Jakiś czas temu w sieci debiutował kolejny film zapowiadający wyczekiwaną przez fanów, trzecią część Diablo. Animacja jak zawsze rzuca na kolana, ale kuleje co innego.

Właściwie Blizzard nie bierze jeńców jeśli mowa o animacji. Jak zawsze stoi ona na wysokim poziomie, a co roku spece od tych spraw dają nam coś nowego (zerknijcie na oczy bohaterki, polecam). Znakomite cienie, refleksy, efekt transparencji szkła w klepsydrze... klasa sama w sobie. Jedynym mankamentem jest to, że brakuje mi w tym wszystkim "miodu", tego co zobaczyłem w zwiastunie Starcrafta 2 - po prostu nie rzuca na ziemię. Główna bohaterka poszukuje odpowiedzi na dręczące ją pytanie, czym jest, lub do czego służy tajemniczy kamień. Rozwiązanie przychodzi w przedziwnym śnie, w którym dziewczyna spotyka... ale nie ma co psuć zabawy. Obejrzyjcie sami. Brakuje jedynie klimatu, mocnej pointy, czegoś w stylu "hell, it`s about time!" i mroku.



Ponadto, warto wspomnieć o rozpoczętym dziś BlizzConie 2011. Po szczegóły odsyłamy jak zwykle na strony Blizzarda.

środa, 12 października 2011

Polska gra za 1 dolara? Afterfall InSanity w charytatywnej promocji.

Dość odważne podejście do promocji swojego tytułu zaprezentowali twórcy polskiego Afterfall InSanity. Swoją kopię gry można zdobyć już za jednego dolara.

Właściwie jest tylko jeden warunek do spełnienia, musisz być jednym z 10 milionów ludzi, którzy zamówią pre order tytułu na jego stronie internetowej. Jest to prawdziwie ambitne podejście ale jak zapowiadają twórcy na filmie promocyjnym, chcą zrobić coś wielkiego.

Dodatkowym bodźcem niech będzie informacja, że pieniądze te nie idą w całości do ich kieszeni. Jeśli akcja okaże się sukcesem to 10% z zebranych w ten sposób pieniędzy zostanie przekazana na cele charytatywne, co jednak jeśli promocja nie powiedzie się? W takim przypadku twórcy nie rezygnują z dobroczynności i całą kwotę z zamówień przedpremierowych przekażą wybranym organizacjom potrzebującym pomocy a gracze, nadal będą mogli kupić grę w normalnej cenie, oczywiście niższej o wspomnianego dolara.

Czy taka akcja ma szansę powodzenia? Oczywiście jest to dość odważne działanie i przy tak mało znanym studiu jak Intoxicate, bardzo ryzykowne. Dlaczego jednak nie spróbować? Jeżeli nie dla samej gry to może chociaż z chęci pomocy innym? Jest szansa, że dostaniesz swój egzemplarz Afterfall InSanity za 1$.

Afterfall to gra w konwencji horroru osadzona w post-apokaliptycznej rzeczywistości roku 2035, opowiadająca historię Alberta, członka ekipy medycznej mającej na celu trzymać w ryzach zdrowie psychiczne mieszkańców schronu. Jak się okazuje, podziemny azyl może stać się piekielnie niebezpiecznym miejscem, którego zagadkę będzie chciał rozwiązać nasz bohater.

Adres pod którym znajdziecie więcej szczegółów: http://www.afterfall-universe.com
Poniżej film promocyjny.

środa, 21 września 2011

Kamil Bazydło: Gears of War 3 Xbox Night - słaba premiera mocnego tytułu



some are born to sweet delight...











W nocy z 19 na 20 września, w kilku miastach Polski zorganizowano premierowe imprezy największego hitu tego roku na Xboxie 360 czyli "Gears of War 3". Eventy pod nazwą Xbox Night odbyły się w Lublinie, Łodzi, Wrocławiu i Warszawie. Ja miałem okazję wybrać się na ten w stolicy, do klubu Lucid.

Wieczór zapowiadał się nieźle. Wyczekiwana niecierpliwie przez fanów finałowa część trylogii była gotowa do przetestowania na kilka godzin przed oficjalną premierą, co było gratką samą w sobie. Do klubu dobiłem nieco po 21:00. Cisza, spokój, gdzie ta impreza? Z niepewnością spróbowałem udać się po schodach na piętro, moża tam coś będzie? Faktycznie coś tam było. Jakieś może z 15 osób, trzy konsole, hostessa, ledwo widoczne materiały marketingowe. Pierwsze wrażenie, jak w polskim filmie: "Nuda. Nic się nie dzieje". Ludzie siedzą przy paru stolikach sącząc napoje i prowadząc towarzyskie gadki. Połowa z nich jakby zupełnie przypadkowo akurat znalazła się w klubie.

...some are born to endless night :(

Nic to, pora jeszcze wczesna, może się rozkręci. Niestety, dopiero dwie godziny później wszedł kolejny (pierwszy? jakikolwiek?) punkt programu, czyli konkurs z nagrodami. Główną nagrodą była kopia gry, a żeby ją zdobyć trzeba było się wykazać dogłębną znajomością serii "Gears of War", a także refleksem w udzielaniu odpowiedzi. Pytania czytała niunia ubrana w xboxowe ciuszki. Dobrze, że sama nie startowała w konkursie, a była po stronie "organizacyjnej" bo z wiedzą o grze było u niej wyraźnie ciężko. Padło kilka rozsądnych pytań, a także niestety kilka zupełnie niedorzecznych i nieprzemyślanych. Grupka nerdów poradziła sobie z pytaniami bez większych problemów, nie licząc tego o imiona dzieci Doma Santiago. Bez wnikliwej znajomości książki "Aspho Fields" odpowiedź na to pytanie jest niemożliwa.

Aaarrgh! Nawet ja nie wiem jak się nazywały jego dzieci! 
Po tym równie frapującym co frustrującym przerywniku wszyscy powrócili do grania i picia. Dwóch niecierpliwych załączyło główną kampanię, ale spotkało się to z protestami części imprezowiczów, którym wyraźnie zależało na pozbawionym spoilerowania wieczorze. Na konsolach grano głównie w King of the Hill, Beast oraz Hordę 2.0. Po północy atmosfera się już totalnie rozluźniła. Zagrałem kilka fal w tym ostatnim trybie i kosząc kilka fantów (m.in. fajowy plakat) zmyłem się do domu.

Możliwość zagrania w "GoW 3" to na pewno gwóźdź całej imprezy, choć po graniu kilka tygodni w wersję beta, wypróbowanie kolejnego skrawka multiplayera nie było aż tak atrakcyjne. Wieczór nie był zły, ale organizacja raczej rozczarowująca. Chyba więcej radochy mieli fani, którzy wybrali się na nocną sprzedaż najnowszej gry Epic Games. Oni przynajmniej wrócili do domu już z własną kopią gry.

wtorek, 7 czerwca 2011

Battlefield3 i MW3 na Electronic Entertainment Expo

Najnowszy materiał z Battlefield 3 wizualnie wygrywa ze wszystkim. Elektronicy pokazali tym razem, jak się robi prawdziwą grę akcji.

Activision będzie miało nie lada orzech do zgryzienia sądząc po materiałach , które z okazji E3 ujawniło EA na konferencji poświęconej trzeciej odsłonie Battlefielda. Karl Magnus Troedsson, manager Dice (studia odpowiedzialnego za powstanie gry), zapowiedział i pokazał w działaniu kilka najważniejszych informacji związanych ze wspomnianym tytułem.

Pierwszą i chyba najbardziej wyczekiwaną, jest data premiery ustalona na 25 października tego roku! Na konferencji wypłynęły trzy filmy. Pierwszy to krótka prezentacja możliwości silnika takich jak animacja, dźwięk, grafika; drugi to gameplay z misji Thunder Run; trzeci dotyczy długo wyczekiwanego przez wszystkich multiplayera. Bez zbędnego komentarza, poniżej znajdziecie to co zostało pokazane podczas targów.







Na deser informacja o tym, że już we wrześniu rusza beta.

Activision nie pozostaje dłużne i również zaprezentowało spory kawałek z, mającego premierę w listopadzie, Modern Warfare 3. Można porównać oba gameplaye chociaż odbywają się w skrajnie różnych środowiskach a na domiar złego materiał z MW3 jest gorszej jakości. Całość poniżej.



Ogólne wrażenie jakie zrobiły na mnie obydwa tytuły jest bardzo pozytywne, chociaż w przypadku MW3 coś szepcze mi do ucha - gdzieś to już widziałem. ;)

niedziela, 5 czerwca 2011

Battlefield 3 na E3

Na zbliżających się wielkimi krokami targach E3 w Los Angeles (07.06.2011), ekipa z EA postara się przybliżyć wszystkim zainteresowanym tryb multiplayer w swojej najnowszej grze. Ale to nie wszystkie dobre wiadomości.

Producenci zapowiadają na swoim blogu prezentację dość rozbudowanego tryby multi, w którym zagramy na jednych z największych map jakie udało im się zrobić. Miejsca potyczek mają dodatkowo gwarantować wiele okazji do starć bezpośrednich. Z radością będzie można likwidować wozy przeciwnika, skradać się, kłaść ogień zaporowy, niszczyć otoczenie itp. itd.

Oprócz zapowiedzianego trybu team deatmatch, i wszelkich fajerwerków związanych z silnikiem Frostbite 2, najciekawiej zapowiada się tryb Battlelog, którego jednak nie zobaczymy na E3 a nieco później. Wspomniana zabawka umożliwi korzystanie z potężnych opcji społecznościowych, od statystyk po tworzenie drużyny a nawet plutonu (cokolwiek to może znaczyć ;)). Zapowiedziano też voice chat.


Atrakcją, którą na pewno zobaczymy na E3 będzie kampania w trybie co-op. Czyli to na co tygryski czekają najbardziej. Nie pozostaje nic innego jak tylko czekać na targi rozpoczynające się już w przyszłym tygodniu.

E3 to Electronic Entertainment Expo czyli największe międzynarodowe targi związane z biznesem, rozrywką i sprzętem komputerowym. Dla zainteresowanych podajemy adres targów: www.e3expo.com.

wtorek, 24 maja 2011

Zwiastun Modern Warfare 3

Ociekający miodem zwiastun Modern Warfare 3 już można znaleźć w sieci. Wybuchy, strzelaniny i międzynarodowa intryga oraz typowy dla ostatnich odsłon serii Call of Duty, filmowy charakter rozgrywki znów znajdą dla siebie miejsce. Ciepło, przytulnie i znajomo.

I właśnie z tego powodu mam pewne obawy. Ciepło, przytulnie i znajomo. Oglądając ten zwiastun miałem wrażenie, że już gdzieś to wszystko widziałem. Czekaj, czekaj, aha, Infinity Ward i znajomy engine, który znacząco się nie zmienił od czasu MW2. Co prawda Robert Bowling, Community Manager w IW twierdzi, że silnik graficzny nowej odsłony MW doczekał się wielu usprawnień ale jednak nie da się nie zauważyć, a przynajmniej ja zauważam, że wyziera z niego starość.

Nie ma się co zastanawiać i dobrze stwierdził mój znajomy, że  Battlefield 3 zniszczy nową producję Activision pod względem graficznym. Osobiście jednak obstawiam, że będziemy świadkami ostrego pojedynku pod względem atrakcyjności rozgrywki, obu marek. W tym zakresie pomysły się raczej nie starzeją.

Źle Activision nie życzę, ale myślę, że przydałby się im porządny prztyczek w nos. Ostatecznie przecież, będę głosował własnym portfelem a producenci mają jeszcze trochę czasu na stosowną kampanię.

poniedziałek, 16 maja 2011

Kamil Bazydło: Wassup bitches! Finałowe starcie z Locustami.

Beta test Gears of War 3 Multiplayer, 2011, Microsoft Game Studios (Xbox 360)


Na konkluzję trylogii "Gears of War" fani Xboxa będą musieli poczekać aż do września. Już teraz jednak Epic Games dało możliwość wypróbowania swojego najnowszego dzieła, za sprawą wersji beta trybu sieciowego gry. Zabawa z betą została podzielona na cztery tygodnie. Dostęp do pierwszego z nich, między 18-25 kwietnia mieli tylko posiadacze limitowanej edycji gry "Bulletstorm". Począwszy od tygodnia drugiego, aż do zakończenia bety 15 maja, mogli brać w niej udział również gracze, którzy w jednym z uczestniczących w akcji sklepów, złożyli zamówienia przedpremierowe na same "Gears of War 3" (edycja limitowana, lub epicka).

Pierwsza styczność z trzecimi "Gearsami" przywołuje miłe wspomnienia sprzed kilku lat. Każdy gracz "dwójki" od razu poczuje się tutaj jak w domu. Sterowanie jest niemal identyczne jak w poprzedniej części, z kilkoma modyfikacjami. Curb stomp (zmiażdżenie stopą głowy przeciwnika) został przypisany do przycisku Y, który służy także do wykonywania wszystkich innych egzekucji. Teraz trzeba go przytrzymać przez około sekundę. Podnoszenie broni i amunicji wymaga przytrzymania klawisza X. Takie rozwiązanie na pewno sprzyja kontroli nad podejmowanymi akcjami. Eliminuje to przypadkowe podnoszenie broni, której nie chcemy, zamiast np. odratowania wykrwawiającego się sprzymierzeńca (ten sam przycisk). Przy okazji, po padnięciu na kolana, gracz ma teraz szansę sam się podnieść, wielokrotnie wciskając A.


Audiowizualnie gra prezentuje się tak jak można było się tego spodziewać. Poziom grafiki zbliżony jest do "Gears 2" ale już na pierwszy rzut oka bez problemu można dostrzec bardziej zaawansowane oświetlenie, oraz lepsze efekty cząsteczkowe. Tekstury są ostre, a modele postaci odpowiednio przesadnie napakowane, jak na mega-żołnierzy i hordę Locust przystało. Każda ze znanych postaci została stosownie przeprojektowana. Noszą zupełnie nowe zbroje i fryzury. Tylko nieśmiertelna bandana Marcusa Fenixa wciąż pozostaje nietnięta. Zarówno po stronie COG jak i Locust debiutują nowe postacie, w tym Anya Stroud, po raz pierwszy w serii, w końcu w sercu akcji. Jakiejkolwiek animacji twarzy nie udało mi się zaobserwować. Być może w multi po prostu nie występuje, lub nie została jeszcze zaimplementowana w tej wersji gry. "GoW 3" zyskało nowy klimat dzięki jeszcze bardziej rozszerzonej palecie barw. Od niemal monochromatycznej części pierwszej, poprzez "zniszczone piękno" w sequelu, grafikom z Epic dopiero teraz pozwolono na poważne pobawienie się kolorystyką. Mapa Old Town wygląda jak sielankowe, spokojne, nadmorskie miasteczko. Naturalnie pierwsze rozbryzgi krwi przypominają nam w co gramy. W sferze audio usłyszymy mieszankę świetnie znanych soczystych dźwięków, z nowymi odgłosami charakterystycznymi dla danej mapy, broni czy postaci. Oczywiście Cole ponownie sypie bezbłędnymi "jednolinówkami", które uczyniły z niego jedną z najbardziej lubianych postaci w serii. Niezaskakująco, muzyka pojawia się tylko przy rozpoczęciu i zakończeniu każdego meczu.

W drugim tygodniu bety, uczestnikom przyszło zagrać w dwa tryby na czterech mapach. Do dostępnego od pierwszego tygodnia Team Deathmatch, dodany został bardzo popularny tryb King of the Hill. O ile TDM raczej nie wymaga wyjaśnienia, to mimo wszystko trzeba zaznaczyć, że wprowadzono nowy system punktowania. Nadaje on powiewu świeżości, w tym najbardziej podstawowym trybie opierającym się na drużynach. Teraz zamiast dążyć do osiągnięcia wyznaczonego wyniku punktowego, każda z pięcioosobowych drużyn staruje z limitem 15 żyć. Każda śmierć któregokolwiek gracza odbiera jedno życie z puli drużyny. Drużyna pozostawiona z zupełnie wykorzystanym limitem żyć, traci zdolność respawnowania (odradzania się). W ostatnich minutach rundy walka staje się bardziej zacięta i przemyślana.

KOTH natomiast to tryb kontrolowania wyznaczonego terenu. Zmieniające  się według sekwencji miejsca na mapie trzeba przejąć i utrzymać jak najdłużej. Jedna sekunda to jeden zdobyty punkt. Pierwsza drużyna, która dobije do 170 punktów wygrywa rundę.

Tydzień drugi zakończył się odblokowaniem trybu Capture The Leader, oraz małym żartem powtórzonym z Wielkanocy: wszyscy gracze mieli głowy królików. Capture The Leader łączy w sobie elementy dwóch trybów z poprzedniej części, Guardian i w szczególności Submission. W każdej z przeciwnych drużyn jeden gracz losowo jest wyznaczany liderem. Należy przechwycić wrogiego lidera, nie pozwalając jednocześnie na schwytanie przyjacielskiego, i utrzymać go przez pół minuty. Gracze będący liderami grają jako prezydent Prescott i enigmatyczna królowa Myrrah.

Na samą końcówkę dodano jeszcze Torque Bow Tag, drobna wariacja TDM, gdzie na mapach można było znaleźć tylko jeden rodzaj broni - dobrze znany Torque Bow.


Nowa gra to nowy arsenał broni. Poza kultowym już Lancerem, Longshotem, czy naudużywanym w pierwszej części gry Gnasherem, do każdej kategorii dodano kilka fajnych zabawek.

Sawed-off shotgun to dwulufowa strzelba o potężnej sile ognia. Ma duży rozrzut więc nie trzeba z niej specjalnie mierzyć, a jeden strzał zazwyczaj kończy żywot przeciwnika. Coś za coś. Coś takiego jak zasięg jest praktycznie nieistniejące, a po każdym strzale trzeba od razu przeładować. Jest to zdecydowanie narzędzie do atakowania z zaskoczenia. Dwururka wyłaniająca się zza rogu to przeważnie ostatni widok jaki się zobaczy przed śmiercią.

One Shot jest jedną z nowych broni ciężkich, których nie można przechowywać w kaburach na plecach. Jeden strzał, jeden trup. Najbliższe skojarzenie to Railgun z "Quake III". Dzięki laserowemu systemowi namierzania łatwo zobaczyć, na kogo zamierza się władający tą bronią gracz, i tym samym uniknąć strzału. Z drugiej strony, jej precyzja czasem pozwala na zdjęcie przeciwnika nawet nieznacznie wystającego zza osłony terenowej.

Do granatów dymnych, odłamkowych i trujących, zostały dodane zapalające. Sprawiają chyba największą frajdę używania. Bezpośrednie trafienie przeciwnika robi z niego grzankę. Wkroczenie w płomienie natomiast może również zabić, a przynajmniej powalić, co łatwo wtedy wykorzystać.

Digger Launcher to znakomity sposób na czyszczenie terenu, szczególnie w King of the Hill. Wystrzeliwuje pocisk, który bez względu na przeszkody przemieszcza się pod ziemią i wyskakując na powierzchnię eksploduje nad ziemią. Znakomity sposób na wprowadzenie odrobiny chaosu w ściśle kontrolowanym przez drużynę wroga miejscu. Jest bardzo potężny, ale również bardzo powolny.

No i na koniec, największy smaczek nowego arsenału czyli Retro Lancer. Jest to model poprzedzający dobrze wszystkim znany nowoczesny Lancer. Używany przez żołnierzy COG w okresie wojen Pendulum. Pojawia się urywkowo w intro do "Gears 2". Bardziej szczegółowo można było go zobaczyć także w artbooku z edycji kolekcjonerskiej tamtej gry. W przeciwieństwie do zwykłego Lancera, nie posiada piły mechanicznej, a w jej miejscu znajduje się śmiercionośny bagnet. Używanie go wymaga nabrania nieco wprawy. Potrzebne jest zrobienie rozbiegu i bezpośrednie nadzianie przeciwnika. Podobnie jak z piłą mechaniczną przyjemność z udanego ataku jest warta zachodu. Retro Lancer ogólnie zadaje nieco więcej obrażeń kosztem celności. To z której wersji karabinu będziemy korzystać jest już tylko osobistą preferencją.

Jak wspomniałem do dyspozycji graczy oddano cztery mapy. Checkout  to opustoszały supermarket; wspomniany Old Town wygląda na bardzo przyjemną mieścinkę, pełną zieleni; Trenches przedstawia dość ponury, wypełniony piachem i brudem suchy teren; Thrashball jest zrujnowanym przez katastrofę King Ravena stadionem Cougarów, drużyny której zawodnikiem niegdyś był "Cole Train". Wprowadzono pewne elementy dynamicznego zmieniania się map. Najlepszym przykładem jest Trenches, gdzie po pewnym czasie gry wszystko pokrywa się nieprzeniknioną chmurą pyłu, skutecznie ograniczającą widoczność do kilku metrów. Na zastosowanie czegoś takiego na pewno wpłynęło dobre przyjęcie pomysłów na żyjące mapki w "Gears 2" jak np. mroźne Avalanche czy Hail.



Beta zachęcała do gry całym mnóstwem zawartości do odblokowania. Niektóre z tych rzeczy przechodzą później do pełnej wersji jak postać Cole Traina czy złoty Retro Lancer. Jednocześnie daje to dobry podgląd na system awansowania w grze i zbierania różnorakich odznaczeń, a jest tego sporo. Wpisuje się to w prognozę Cliffa Bleszinski'ego, że "przyszłością shooterów jest rpg". Sam po niespełna 27 godzinach gry awansowałem na 16 poziom, choć nie było rzadkością spotkać graczy powyżej 40 poziomu. Przy okazji za zabicie przeciwnika znajdującego się 25 poziomów doświadczenia wyżej od siebie też dostaje się osobne odznaczenie, które z dumą kilkukrotnie zebrałem.

Podsumowując, beta prezentowała się nad wyraz dobrze. Drastycznie usprawniony matchmaking pozwolił na bardzo płynne cieszenie się rozgrywką, w odróżnieniu od nieskończonego przesiadywania w lobby "Gears of War 2". Biorąc pod uwagę jak gra jest doszlifowana już na cztery miesiące przed premierą, można być chyba spokojnym o mocny finał trylogii jednej z najlepszych współczesnych serii shooterów. Nie można także zapominać o pełnym nurtujących pytań głównym wątku fabularnym w kampanii, po raz pierwszy z możliwością aż czteroosobowej kooperacji, o czym na pewno zostanie coś więcej zdradzone na najbliższych targach E3 już na początku czerwca.

Nic tak nie nastraja na partyjkę Gearsów jak rapujący Cole Train ;)

piątek, 6 maja 2011

Przegląd zwiastunów

Rok 2011 obfituje w premiery filmowo growe, dlatego przygotowałem prezentację kilku zwiastunów, na które być może warto rzucić okiem. Są filmy akcji, jest dramat, jest komedia. Zapraszam do oglądania.


Na pierwszy ogień może coś z klimatów gier. Niektórzy pamiętają może jeszcze ostatnie Call of Duty: Black Ops, które premierę miało pod koniec ubiegłego roku (w tej marce, gdy myślimy już o kolejnej wersji gra jest stara już tydzień po premierze ;)). Dla miłośników tego właśnie tytułu wyszedł dodatek (Escalation) zawierający w sobie kilka map a wśród nich rodzynek dla miłośników survival horrorów prosto od legendarnego Johna A. Romero. Wystarczy zerknąć na zwiastun, żeby przekonać się o tym, jak bardzo trzeba zagrać...



Znany wielu kinomanom, a miłośnikom fantasy z całą pewnością, Conan Barbarzyńca (w roli głównej Jason Mamoa, występujący nota bene w najnowszym serialu HBO - Gra o Tron) nadchodzi i jest wkurzony. Planując zemstę na mordercach swojego ojca przyjdzie mu uratować niejedną głowę oraz oczywiście piękną księżniczkę. Premiera zapowiedziana jest na 19 sierpnia.



Mark Waters ma dla nas ciekawą komedię z Jimem Carrey`em w roli głównej. Pan Popper jest wziętym biznesmenem, którego życie zmienia się zupełnie po tym jak przygarnął do siebie sześć uroczych pingwinów a ze swojego apartamentu uczynił lodowy raj. Nic dodać, nic ująć. Premiera Pana Poppera i jego pingwinów zaplanowana jest na 17 czerwca w Polsce... Ice, Ice Baby...



Kto lubi Hugh Jackmana zauważy, że jego filmografia składa się z bardzo różnorodnych produkcji. Najnowszą jest Real Steel w które najwyraźniej wcieli się w bokserskiego trenera. Nic w tym dziwnego, poza tym, że jego podopiecznym jest wielki robot przypominający Transformera. ;) Nigdy nie ma tak dobrze, jak wtedy, gdy ma się pod opieką robota za wiele milionów dolarów. Pachnie mieszanką filmów spod znaku autobotów i Iron Manem. Premiera



Hanna jest z jednej strony produkcją zapowiadającą się na ciekawą, z drugiej zaś trąci słabizną. Bo jak inaczej napisać o historii 16 letniej dziewczynki wychowywanej przez ojca na zabójczynię. Dziewczynki, którą tropi (i najwyraźniej nie może złapać) grupa wyszkolonych agentów z bezlitosną Cate Blanchett na czele? Obraz zapowiedziano na 10 czerwca w Polsce.



Jeden dzień, który wpłynął na życie dwojga ludzi pragnących pozostać tylko przyjaciółmi. Jeden dzień, który stał się początkiem wielkiej miłości obecnej w nich przez wiele lat, które pełne są słodkich i gorzkich doświadczeń. Wygląda jak prawdziwie romantyczna historia, tylko tym razem nieco większa, nieco dłuższa. Premiera przygód Dextera i Emmy ma się odbyć 8 lipca. Studio Focus znów zaprasza.

wtorek, 26 kwietnia 2011

Były T-1000 w Red Faction: Origins

O tym, że rzeczywistości gier wideo i filmu przenikają się wzajemnie wiadomo nie od dziś. Dlatego nie dziwi telewizyjny film sci-fi, powstały na podstawie fabuły gry komputerowej Red Faction. Produkcją filmu zajęło się studio Universal Cable Productions a całość koordynuje THQ czyli producent wspomnianej gry. Film będzie dystrybuowany poprzez telewizję SyFy.

Z grubsza rzecz ujmując, historia ma miejsce na Marsie, gdzie przed dwudziestu laty doszło do rebelii górników wydobywających spod powierzchni planety cenne minerały. Bohater, Jake Mason, syn niedawnego bohatera Czerwonej Frakcji (tłumaczenie dowolne) wierzy, że jego porwana przed laty siostra nadal żyje gdzieś na terenie Marsa. Przyjdzie mu odeprzeć nie tylko kolejny zamach na niedawno odzyskaną wolność, ale również zmierzyć się z problemem rodzinnego pojednania. Fabuła jest prosta, pierwsze zdjęcia przypominają nieco stareńką Pamięć absolutną.

W rolach głównych wystąpią między innymi Robert Patrick i Brian J. Smith.

Drobna kobieta z wielkim gnatem budzi we mnie złe przeczucia co do jakości.

środa, 30 marca 2011

Kamil Bazydło: Archaiczna walka o wolność przyszłości.

Recenzja trybu singleplayer gry Homefront, 2011, THQ (PC, PlayStation 3, Xbox 360)



Ludzie na wojnie są niczym, jeden człowiek jest wszystkim.
— Napoleon Bonaparte


W 2012 roku Kim Jong-un, po śmierci swojego ojca, przejmuje władzę w Korei Północnej. Rok później dostaje pokojową nagrodę Nobla za doprowadzenie do zjednoczenia się obu Korei. Wkrótce potem następuje ekonomiczny upadek Stanów Zjednoczonych. Koreańskie wpływy rozprzestrzeniają się, wraz z dramatycznym osłabnięciem Ameryki. W końcu dochodzi do koreańskiego ataku na USA, który kompletnie rozbija ich siły wojskowe. Ostatnią nadzieją na przerwanie koreańskiej ofensywy jest ruch oporu.

W taki sposób lądujemy w rzeczywistości roku 2027, według gry "Homefront". W tym pierwszoosobowym shooterze gracz przejmuje kontrolę nad Robertem Jacobsem, byłym Marine wdrożonym do ruchu oporu.

Co ciekawe, za scenariusz odpowiedzialny jest nikt inny jak John Milius, przed laty nominowany do Oscara za "Czas apokalipsy", który napisał wraz z F.F. Coppolą. Widać przyłożenie się do wykreowania wyraźnego tła wydarzeń ukazanych w grze, z zachowaniem prawdopodobieństwa przedstawianej wizji. Może jest ono równie wysokie, co inwazja Ziemi przez obcych z Xen, ale jednak. Nie bez powodu nawiązałem do wydarzeń gry "Half-Life", jako że "Homefront" jest nim silnie inspirowany.

Jeszcze raz, jak miałeś na imię?

W zasadzie cała gra jest skrzyżowaniem "Half-Life 2" z "Call of Duty". Nie będę ukrywał, że właśnie "HL2" wciąż cenię sobie jako szczytowe osiągnięcie FPS-ów, oraz gier w ogóle. "Homefront", pomimo prób, nie daje rady zbliżyć się poziomem do tego klasyka. Specyficzna narracja zastosowana w "HL2" nie do końca sprawdza się w aktualnej produkcji THQ. Bieżąca historia bohaterów nie wciąga, a nimi samymi ciężko się przejąć. Tempo akcji jest słabo wyważone, a postacie które nam towarzyszą są zwyczajnie nieinteresujące. Wzorem "Half-Life'a" wcielamy się w cichego protagonistę, co biorąc pod uwagę rozczarowującą otaczającą go obsadę, przeszkadza w stworzeniu jakiejkolwiek więzi ze sterowaną przez gracza postacią. Wyspekulowany świat niedalekiej przyszłości sam w sobie nie wystarcza, żeby skłonić nas do uważnego śledzenia postępów w fabule. Całkiem niegłupiemu tłu historycznemu brakuje fascynujących elementów pokroju Siedmio-godzinnej Wojny z uniwersum "HL". W rezultacie, historia staje się tylko pretekstem do postrzelania.

Jak na shooter przystało, strzelanie jest tym co będziemy robić przez większość gry. Nie należy się jednak spodziewać spędzenia przy niej długich wieczorów. Kampania zamyka się w nieprzyzwoicie krótkich (niecałych) pięciu godzinach. Rozgrywka znów przypomina "HL2". Podążamy głównie za kilkoma towarzyszami z ruchu oporu, którzy cały czas podpowiadają co mamy robić. Gra nie pozostawia swobody wyboru, a poziomy są nastawione na jedną wyznaczoną ścieżkę. W sekwencjach snajperskich nie mamy nawet złudzenia wyboru naszych celów. Poruszanie się pojazdami jest natomiast ograniczone do konkretnej przestrzeni. Akcja posuwa się od punktu A do B, od skryptu do skryptu. Tak samo jak w ostatnim "Medal of Honor" ewidentne są niewidzialne ściany. W wielu miejscach musiałem czekać na koniec dialogu między bohaterami lub jakąś ich reakcję, żeby móc kontynuować grę. Nie wejdziesz na drabinkę dopóki nie zrobi tego twój komputerowy towarzysz; nie przeciśniesz się przez dziurę w płocie, nie puszczając kogoś przodem. Po kilku przegadanych scenach gra znów przyspiesza, racząc gracza dynamiką i efekciarstwem "Call of Duty". Przynajmniej w teorii, ponieważ egzekucja już nie jest tak spektakularna, jak w którymkolwiek "CoDzie" z ostatnich czterech lat. Finałowy poziom, rozgrywający się na Golden Gate, trochę ratuje sytuację, ale słabego wrażenia nie zaciera zupełnie.

Odwrotnie niż inne gry, ta gorzej wygląda w ruchu.

Audiowizualną stroną też ciężko się zachwycać. Muzyka Matthew Harwooda jeszcze spełnia swoje zadanie, choć szybko da się o niej zapomnieć. Nie jest specjalnie zła, ale daleko jej do ścieżek dźwiękowych innych współczesnych wojennych shooterów jak "BF: Bad Company 2" czy miażdżącego soundtracku Zimmera do "CoD: Modern Warfare 2". Głosy aktorów brzmią w porządku, choć może ze względu na mało emocjonujący scenariusz, nie porywają tak jak w zeszłorocznych hitach pokroju "CoD: Black Ops", "Mass Effect 2" i "Red Dead Redemption". Reszta dźwięków także uplasowuje się gdzieś pośrodku. Wystrzały, wybuchy, praca silników i cała reszta to standard sprawnie dający poczucie iluzji prawdziwego świata. Czego nie ma, to charakter. "Homefornt" nie ma swojej tożsamości. Nic go nie odróżnia od reszty gier.

Wciśnij prawo, lewo, użyj drabinkę, strzelaj, skok...

No i w końcu najsłabszy element całej prezentacji. Grafika. Po tak krótkiej kampanii można by spodziewać się kilku pokazowych lokacji, tymczasem niemal wszystko wygląda jak slumsy z "Dystryktu 9". Przeciwnicy są mało zróżnicowani a modele postaci wzięte z szablonu. Technicznie jest jeszcze gorzej. Rozmyte, pozbawione kolorystycznej głębi tekstury rażą widokiem na modelach broni. Brakuje im porządnego normal mappingu, przez co wyglądają jak puste pukawki z aluminium. Nienaturalne efekty słońca i wszechobecna pikseloza pozbawiają grafikę perfekcyjnej czytelności. Efekty eksplozji są równie żałosne co we wspomnianym "MoH". A to wszystko na Unreal Engine 3, który przecież był wielokrotnie tak znakomicie wykorzystywany, choćby w deklasującym "Homefronta" wizualnym cukiereczku jak "Gears of War 2"... już jakieś trzy lata temu. Graficznie gra jest na poziomie "HL2" z większą ilością polygonów, ale słabszymi teksturami i okropnym aliasingiem. Tak, porównuję ją do tytułu z 2004 roku.


Kampania dla pojedynczego gracza nie ma możliwości rozwinąć skrzydeł, gdyż kończy się zanim się na dobre zaczyna. Silne inspiracje dwiema bestsellerowymi seriami shooterów nie pomagają grze, a prowadzą do nieustających porównań. Na każdym polu "Homefront" te porównania przegrywa. Pominięty przeze mnie tryb sieciowy obiecuje trochę więcej zabawy, ale dla zainteresowanych samą kampanią, zdecydowanie odradzam.