środa, 21 września 2011

Kamil Bazydło: Gears of War 3 Xbox Night - słaba premiera mocnego tytułu



some are born to sweet delight...











W nocy z 19 na 20 września, w kilku miastach Polski zorganizowano premierowe imprezy największego hitu tego roku na Xboxie 360 czyli "Gears of War 3". Eventy pod nazwą Xbox Night odbyły się w Lublinie, Łodzi, Wrocławiu i Warszawie. Ja miałem okazję wybrać się na ten w stolicy, do klubu Lucid.

Wieczór zapowiadał się nieźle. Wyczekiwana niecierpliwie przez fanów finałowa część trylogii była gotowa do przetestowania na kilka godzin przed oficjalną premierą, co było gratką samą w sobie. Do klubu dobiłem nieco po 21:00. Cisza, spokój, gdzie ta impreza? Z niepewnością spróbowałem udać się po schodach na piętro, moża tam coś będzie? Faktycznie coś tam było. Jakieś może z 15 osób, trzy konsole, hostessa, ledwo widoczne materiały marketingowe. Pierwsze wrażenie, jak w polskim filmie: "Nuda. Nic się nie dzieje". Ludzie siedzą przy paru stolikach sącząc napoje i prowadząc towarzyskie gadki. Połowa z nich jakby zupełnie przypadkowo akurat znalazła się w klubie.

...some are born to endless night :(

Nic to, pora jeszcze wczesna, może się rozkręci. Niestety, dopiero dwie godziny później wszedł kolejny (pierwszy? jakikolwiek?) punkt programu, czyli konkurs z nagrodami. Główną nagrodą była kopia gry, a żeby ją zdobyć trzeba było się wykazać dogłębną znajomością serii "Gears of War", a także refleksem w udzielaniu odpowiedzi. Pytania czytała niunia ubrana w xboxowe ciuszki. Dobrze, że sama nie startowała w konkursie, a była po stronie "organizacyjnej" bo z wiedzą o grze było u niej wyraźnie ciężko. Padło kilka rozsądnych pytań, a także niestety kilka zupełnie niedorzecznych i nieprzemyślanych. Grupka nerdów poradziła sobie z pytaniami bez większych problemów, nie licząc tego o imiona dzieci Doma Santiago. Bez wnikliwej znajomości książki "Aspho Fields" odpowiedź na to pytanie jest niemożliwa.

Aaarrgh! Nawet ja nie wiem jak się nazywały jego dzieci! 
Po tym równie frapującym co frustrującym przerywniku wszyscy powrócili do grania i picia. Dwóch niecierpliwych załączyło główną kampanię, ale spotkało się to z protestami części imprezowiczów, którym wyraźnie zależało na pozbawionym spoilerowania wieczorze. Na konsolach grano głównie w King of the Hill, Beast oraz Hordę 2.0. Po północy atmosfera się już totalnie rozluźniła. Zagrałem kilka fal w tym ostatnim trybie i kosząc kilka fantów (m.in. fajowy plakat) zmyłem się do domu.

Możliwość zagrania w "GoW 3" to na pewno gwóźdź całej imprezy, choć po graniu kilka tygodni w wersję beta, wypróbowanie kolejnego skrawka multiplayera nie było aż tak atrakcyjne. Wieczór nie był zły, ale organizacja raczej rozczarowująca. Chyba więcej radochy mieli fani, którzy wybrali się na nocną sprzedaż najnowszej gry Epic Games. Oni przynajmniej wrócili do domu już z własną kopią gry.

2 komentarze:

  1. Jedyna impreza na której byłem i nie było szajsu to Warhammer: Mark of Chaos. Sporo się działo i były emocje. Wiedźmin i jego nocna premiera nie wyszły zbyt dobrze, Odwiedziny Blizza w Polsce - sala świeciła pustkami, teraz słabo z GOW 3. Mam wrażenie, że serca polskich graczy (a przynajmniej tych ze stolicy) są czysto elektronicznej wersji ;).

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tego typu imprez ja zaliczyłem nocną imprezę Wiedźmina 2, całkiem w porzo, przynajmniej widać było że się przyłożyli do organizacji. Pokaz Far Cry 2 na kinowym ekranie z producentami z Ubi, nawet spoko gdyby komp się trzy razy nie zawiesił pod rząd. Zamknięty pokaz Dragon Age, w ramach trasy BioWare po Europie. To było świetne, bo naprawdę można było nie tylko pograć w grę pół roku przed premierą, ale także porozmawiać na spokojnie z jej twórcami, w tym Gregiem Zeschukiem. No i jeszcze spotkanie z CliffyB w ramach promowania Gears of War 2. Fajna sprawa, ale nie było zbyt głośno reklamowane, więc było dość mało ludzi (30-40). Może i lepiej, przynajmniej zdobyłem jego autograf na mojej kopii pierwszego GoW ;)

    OdpowiedzUsuń