Czy może nastąpić happy end gdy Gordon Gekko nie bierze jeńców? Dobre pytanie, zanim jednak poznacie na nie odpowiedź, zanim zachęcę was do obejrzenia tego wymagającego widowiska, musicie wiedzieć, że jest to film zupełnie inny niż część pierwsza i doskonale ją uzupełnia. Dlatego nie zapomnijcie zajrzeć do wypożyczalni, albo kupić za grosze starego Wall Street, które odświeży nieco pogląd na świat finansowy w latach 80. ubiegłego wieku i pozwoli cieszyć się całością przedstawienia dosłownie, od początku do końca.
Tak, Gekko powraca w wielkim stylu by skopać ludziom tyłki za ich własne pieniądze. W pierwszym Wall Street był mistrzem robienia nielegalnych interesów, tym razem stajemy przed czymś co wykracza poza zwykłe spekulacje na rynku finansowym. Dowiadujemy się, że nie istnieje cena, którą ludzie jego pokroju są w stanie się zadowolić, ponieważ w całej rozgrywce, tak naprawdę liczy się coś zupełnie innego. Co? Zobaczcie sami. Zdradzę tylko sekret, że nawet najwięksi dranie finansowego show biznesu posiadają sumienie. Nieprawdopodobne, tym bardziej, że „Pieniądz nie śpi” jest totalną fikcją zrodzoną na faktach kryzysu finansowego zapoczątkowanego w 2008 roku na Wall Street. Czy może istnieć lepsze tło dla drugiej części obyczajowego dramatu dziejącego się w świecie finansowych rekinów amerykańskiej giełdy? Nie wydaje mi się.
![]() |
| Gekko wrócił i nie ma centa przy duszy. |
Dzięki takiemu podejściu, historia zyskuje nowoczesny wygląd, może istnieć na współczesnym rynku i przede wszystkim, być wiarygodna. Gwiazdorska oprawa zajęła się resztą. Na początku obawiałem się, że „inność” będzie głównie wadą nowego Wall Street, na szczęście myliłem się. Jest to film inny nie tylko ze względu na okoliczności w jakich dzieje się akcja, ale również z powodu innego podejścia. Stone ponownie zasiada w fotelu reżysera, tylko, że tym razem nie pokazuje nam sekretów „robienia fortuny” ale raczej wydawania jej. To już nie są czasy budowania firm marketingowych, wzrastania pozycji bankierów, bogacenia się. Tym razem jest to świat luksusu i zbytku okraszonego błyskiem wieżowców z Wall Street. Ale jest to również film o uczuciach, tych dobrych i złych. Wszystko doskonale zmiksowane i podane pod postacią oczu błyszczących na dźwięk słowa „pieniądz” oraz wyrazu twarzy naiwnych graczy.
![]() |
| Nikczemnik Josh Brolin. |
Co jest najlepszego w tym obrazie? Ten właśnie miks wątków rodzinnych, miłosnych oraz czystych i brudnych interesów wraz z zemstą, która najlepiej smakuje podana na zimno. Nie wyobrażam sobie nikogo innego poza Shia LeBeouf, kto mógłby pociągnąć rolę młodego, zdolnego ale wciąż naiwnego bankiera i zastąpić pojawiającego się na chwilę w filmie Charliego Sheena. Nie wyobrażam sobie tego filmu bez starego lisa Douglasa, który bada swój grunt i próbuje rozliczyć się z przeszłością - tak osobistą jak i zawodową. I oczywiście nie mogło zabraknąć miejsca dla pseudo-głównego czarnego charakteru (choć może w przypadku Wall Street ciężko mówić o „jasnych” bohaterach) czyli Josha Brolina. Stone spisał się na medal, chociaż są rzeczy, które w tym wszystkim uwierają.
Więc co nie wyszło? To już nie jest stare, dobre Wall Street. Jest to więc zaletą jak i wadą. Film zmienił kierunek i stał się zbyt miękki, mniej dynamiczny a miejscami jest jakby laurką dającą nadzieję na to, że jeszcze nie wszystko stracone i że nie tylko kasa się liczy. Chociaż nawet w tym miejscu Stone bawi się widzem, dając i odbierając nadzieję na zmianę. To, trzeba przyznać, wyszło mu świetnie. Za największą niedogodność tego filmu uznaję właściwie fakt, że bez połączenia z częścią pierwszą nie istnieje on. To duży zgrzyt, gdyż spotkałem się już ze stwierdzeniem, że film przynudza. Zawarto tu wiele nawiązań do poprzedniej produkcji, i aby w pełni zrozumieć motywy, którymi kierują się ludzie występujący w kontynuacji, po prostu trzeba rzucić okiem na obraz z 1987 roku.
![]() |
| Pieniądz nie śpi. |
Biorąc to pod uwagę, jest to kawałek naprawdę dobrego kina, dla ludzi lubiących emocjonalne potyczki w świetle intrygujących wydarzeń z „wyższą klasą” w tle (trochę jakby w Intrygancie, tylko bardziej „high”). Bez strzelania, pościgów i bijatyk też można skopać odbiorcy tyłek i Stone świetnie sobie poradził. Plus za doskonałe tło muzyczne i pokazanie wszystkim tego co naprawdę dzieje się na Wall Street, bo nawet dziś można zadać sobie pytanie, kto z ludzi odpowiedzialnych za krach w 2008 roku poniósł jakiekolwiek konsekwencje swojej działalności? To jest obraz stanowiący rozliczenie z przeszłością, fikcyjną i realną.
Polecam tylko w pakiecie z częścią pierwszą.




Filmowi brakuje impactu jaki niósł ze sobą oryginał, ale i tak jest to kawał świetnego kina. Ponadto wskrzesza wiarę w reżyserskie mistrzostwo Stone'a po jego nieprzygodach z bardzo nieudanym "World Trade Center" i dobitnie rozczarowującym "Aleksandrem".
OdpowiedzUsuńŚwietnie obmyślane zdjęcia, mocny kluczowy zwrot akcji i znakomici aktorzy. Nawet LaBeouf robi wrażenie, aż zapomina się o jego niezdarnej, wymoczkowatej postaci z "Transformers". No i pomimo upływu lat Gordon Gekko wciąż nosi się z tą samą charyzmą, na przestrzeni całego filmu rzucając co chwila znakomitymi tekstami.
Drugie "Wall Street" pozostaje wierne swojemu poprzednikowi adaptując się na dzisiejsze realia, zarówno ekonomiczne jak i filmowe.
Co do kopa, zgadzam się, ale nie powiem, żeby mi się Alexander nie podobał, chociaż może to wynika z tego, że jestem lekkim fanboyem podobnych ekranizacji.
OdpowiedzUsuńSwego czasu czytałem, że LeBouf jest jednym z tych hollywoodzkich aktorów, którzy przynoszą największe zyski za każdego wydanego (na jego pensję) dolara, więc Stone wiedział kogo wybrać by zróżnicować widownię. Chociaż i tak mam wrażenie, że nie jest to film "dla każdego" (to mi jednak nie przeszkadza).