...pomimo przyjętej przez Cravena, a przez niektórych bardzo nielubianej, konwencji horroru okraszonego dozą czarnego humoru? Głównie dlatego, że zdaje egzamin z rozrywki na medal. W kinie zapadłem się w fotel, podskakiwałem i śmiałem się. Czy można śmiać się gdy na ekranie giną ludzie? Craven sprawia, że staje się to możliwe.
Oczywiście pod warunkiem, że przyjmiemy przedstawiany nam świat za fikcję. Ułudę stworzoną dla przedstawienia historii, mocno wystylizowaną zresztą. Więc co dostaliśmy w najnowszej odsłonie horroru? Emocje i strach we właściwych proporcjach. Zaczyna się od filmu w filmie, powraca seria Stab, którą bohaterowie Krzyku uwielbiają oglądać. Powraca też Sidney a wraz z nią zamaskowany morderca, który lubi zadawać trudne pytania z zakresu filmów grozy. Minęło 10 lat od spotkania Prescott z psychopatą. Niby wiadomo o co chodzi, niby wiadomo, że zaraz coś się stanie, ale Wes potrafi uśpić czujność na tę małą chwilkę by jeszcze raz nas zaskoczyć.
Film sprawia wrażenie kolejnego obrazka o kretyńskich amerykańskich nastolatkach, chłopakach-pierdołach i dziewczynach-modelkach, do czasu w którym zorientujemy się, że twórca obrazu doskonale bawi się konwencją analizując jednocześnie potrzeby młodego pokolenia, oraz trend nasilającego się ubożenia umysłowego nastolatków i uzależnienia od telefonów czy internetu. Technologia staje w służbie terroru, wszechobecne komórki i łatwość porozumiewania się oznaczają dla mordercy milowy krok w dziedzinie zbrodni. Dzięki nowinkom technicznym możne stać się sławny, pokazać swoje "osiągnięcia" w sieci, mieć ofiary w zasięgu ręki. To daje do myślenia, nawet pomimo, jak stwierdził jeden z widzów, łopatologicznej wykładni.
Nie da się ukryć, że film staje się przewidywalny, ale reżyser ma dla nas kilka skutecznych trików i zwrotów fabularnych, które cieszą oko i przyprawią o zimny pot. Kontrowersyjna wydaje się wspomniana przeze mnie forma serii, czyli okraszenie makabrycznej zbrodni (na ekranie widać flaki) porcją dowcipu sytuacyjnego. Na szczęście twórca zna umiar i jego humor jest bardzo, bardzo dobrze wpleciony w krwawe sceny. Można się śmiać, ale zapewniam, że nie zabraknie poruszenia, gdy nóż dosięgnie kolejną ofiarę. I wydaje mi się, że to jest najciekawszą stroną nowego Krzyku. W przypadku śmierci niektórych bohaterów, serce aż huczy z bezsilności i to są prawdziwe emocje, które ten film budzi i które stają się jego siłą napędową. Zupełnie jak w świetnej scenie quizu, gdzie jedna z bohaterek desperacko wymienia pokaźną ilość horrorów by tylko trafić we właściwą odpowiedź na zadane pytanie. Idealnie.
Na ekranie nie ma chaosu chociaż aktorzy popełniają standardowe błędy podobnych produkcji - och nie, nie idź tam! No po co ona tam poszła?! To wszystko działa jednak na korzyć bo chociaż Krzyk jest przewidywalny to zapewniam, że nadrabia drobiazgami.
Nie zaskakuje oprawa wizualna i muzyczna, wszystko jest tak jak powinno być. Cukierkowo aż się rzygać chce i tak miało być. Żywe kolory, dziewczyny wyglądające jak z okładek czasopism, wszyscy skrajnie idealni albo skrajnie niedorobieni. Totalnie fajnie, bo z premedytacją. Szczerze polecam.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz