Czy było to gorące zakończenie minionego roku? Na pewno było podwójnie zakrapiane, gdyż na sali kinowej znaleźli się miłośnicy nie tylko rumu ale i innych trunków. Przyzwyczaiwszy się już do ognistych wyziewów, można było spokojnie zatopić się w obrazie nakręconym przez wcale dobrego operatora Dariusza Wolskiego.
A jest co oglądać gdyż Portoryko wygląda jakby żywcem wyjęte z lat 60-tych ubiegłego wieku, to duży plus dla całej historii, pozwala poczuć stosowny klimat, zobaczyć choć trochę jak wyglądało życie pięćdziesiąt lat temu. Dało mi to poczucie kartkowania starych albumów z fotografiami i chyba ta estetyka jest tu obecna najbardziej. Nie jest to też do końca plus a właściwie mały przytyk, brakowało mi bowiem w tym wszystkim może nie tyle autentyczności, co spontaniczności. Podsumujmy jednak temat stwierdzając, że jest przyzwoicie.
Nieprzyzwoity jest za to główny bohater grany przez Johnyego Deppa. Odegranie kontrowersyjnego dziennikarza Paula Kempa, przyszło mu naturalnie i na szczęście nie zalatywało już manierą Jacka Sparrowa.. Wspomniany dziennikarz (po Dziewczynie z tatuażem pozostajemy w klimatach prasowych) szukając wytchnienia w swojej karierze zatrudnia się w upadającej portorykańskiej gazecie. Chwile spędzone na pisaniu bezwartościowych reportaży uprzyjemnia sobie nadużywając alkoholu i marząc o notowaniu historii chwytających czytelnika za serce a przede wszystkim ukazujących prawdę.
![]() |
| Fot. źródło: filmweb.pl |
Kemp przedstawiony na filmie nie wydaje się być osobą o wyraźnie prostym kręgosłupie moralnym a jednak Depp głębi tej roli nie odkrywa. Paul wygląda na człowieka postawionego pod ścianą w sytuacji, gdy poszukując właściwej sobie drogi nie może się zdecydować pomiędzy pozostaniem lojalnym wobec czytelnika, a pisaniem pod publikę albo wręcz z polecenia. Depp gra neutralnie, tak bardzo, że dopiero wydarzenia mające miejsce pod koniec dały mi poczuć smak tego, że dylematy moralne w ogóle pojawiają się w osobie wspomnianego żurnalisty. Johnny jest taki jakim go lubimy czyli widowiskowy, zabawny, zamyślony. W sumie bez większego zagłębiania się w rolę, zupełnie jak w Turyście. Zaczyna to trochę trącić słabizną.
Powierzchowność jest zresztą bolączką nie tylko Deppa, ale też innych aktorów (nie wszystkich) oraz samej historii, opartej przecież na książce. Problemem w tym przypadku jest ślizganie się po powierzchni zdarzeń oraz kompletny brak zakończenia, bo chyba nie można nim nazwać samotnego rejsu w kierunku zachodzącego Słońca? Bez obaw, najważniejszych rzeczy nie ujawniłem więc można oglądać spokojnie. Pojawiają się w tym filmie ciekawe wątki, które mogłyby pociągnąć fabułę (jest upadająca gazeta, są grube ryby, jest szwindel grubymi nićmi szyty, jest piękna kobieta, tło historyczne) żaden jednak nie zostaje rozwiązany, pozostają jedynie liźnięte a nie ugryzione i to niestety widać.
![]() |
| Fot. źródło: filmweb.pl |
Generalnie dostajemy niedokończoną historię człowieka, który startował chwiejnie. Oczywiście pewne sprawy należy zrozumieć, nie jest to bowiem film akcji a z samej narracji dowiemy się, że został nakręcony "ku pamięci", trzeba też uczciwie przyznać, że nie podjęto się mocnego koloryzowania tej historii. Być może dlatego pomimo gwiazdorskiej obsady i świetnego wykonania, w pewnym momencie zadałem sobie pytanie dokąd ten film zmierza i co właściwie reżyser chce mi powiedzieć a co gorsza - kogo pokazać? Nie mogłem bowiem pozbyć się wrażenia, że mam do czynienia z ambitnym pijakiem a chyba nie o to chodziło?
![]() |
| Fot. źródło: filmweb.pl |
Tę trochę nijaką historię oglądało się jednak przyjemnie. Warto zobaczyć te kilka zabawnych sytuacji widocznych na zwiastunach no i klimat. Ale na tym koniec. Pomimo akcentów humorystycznych, film miał być dramatem, poważnym filmem o poważnych sprawach. Jest to zaakcentowane w stosownych momentach, ale niedopowiedzenie w tym konkretnym przypadku, wydaje mi się, nie wychodzi tu dobrze gdyż postać Kempa, niebezpiecznie się w tym obrazie rozjeżdża.
Przeciętnie.























